Tragedia w sylwestrową noc
Świadectwo kobiety przytoczyła francuska telewizja informacyjna C News.
Wszystko działo się w sylwestrową noc w barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana. Pożar najprawdopodobniej wywołały zimne ognie umieszczone na butelce od szampana i odpalone zbyt blisko sufitu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Niezwykłe zdarzenie
Mój przyjaciel nie mógł się wydostać, więc po prostu usiadł i trzymał w dłoni swój krzyżyk. Ogień po prostu go ominął. Nie dotknął go. Otaczał go ze wszystkich stron, ale nie dosięgnął go
— mówiła telewizji C News kobieta.
Mężczyzna, który znalazł się w płonącym budynku, w ostatniej chwili odnalazł w sobie siłę, by podjąć desperacką próbę ratunku. Gdy ogień odciął wszystkie drogi ucieczki - jak wskazuje kobieta - zdecydował się wybić okno i wydostać się na zewnątrz. Dzięki temu dramatycznemu manewrowi ocalał
- relacjonuje wPolityce.pl.
NEW: Woman in the Swiss ski bar fire says she witnessed a miracle, says the flames completely avoided her friend, who sat down with a cross in his hand when he became trapped.
— Collin Rugg (@CollinRugg) January 2, 2026
"A friend of mine couldn’t get out, and he just sat down and held his cross in his hand."
"The fire… pic.twitter.com/U0rUOBG8tB
"Sytuacja wymknęła się spod kontroli"
Kobieta, wyraźnie poruszona i z trudem powstrzymująca emocje, opowiadała także o tym, co przeżyła. Jak mówiła, świadomość, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, a zagrożenie rosło z każdą sekundą, była dla niej przytłaczająca.
To doświadczenie, jak podkreślała, na długo pozostanie w jej pamięci.
Setki osób oddają hołd ofiarom pożaru
Setki osób przychodzą w sobotę przed bar w kurorcie narciarskim Crans-Montana, by uczcić ofiary pożaru, który wybuchł tam w sylwestrową noc. Przed namiotami i barierkami oddzielającymi zgliszcza lokalu od ulicy leżą dziesiątki wiązanek kwiatów, płoną setki zniczy i świec.
Mieszkańcy Crans-Montany i turyści z wielu krajów w ciszy stają i przyglądają się miejscu tragedii. Część osób - prawdopodobnie przedstawiciele rodzin zabitych i rannych - płacze, wtulając się w bliskich.
Niektórzy, widząc rozpacz tych ludzi, podchodzą, by ich objąć i w milczeniu okazać im bliskość. Inni ze łzami w oczach przynoszą kwiaty i stawiają znicze. Na małej choince na ulicy wiszą karteczki z modlitwami za ofiary.
Słychać słowa modlitwy w różnych językach i płacz, ale też powtarzane przez kolejne osoby pytanie: „Jak mogło do tego dojść?”.
Tragiczny bilans
Sobota jest kolejnym dniem identyfikacji ofiar pożaru. Jak dotąd zidentyfikowano ciała czterech Szwajcarów. Bilans pożaru to około 40 ofiar śmiertelnych i 119 rannych, w tym około stu ciężko.




