Reklama

Świat

Kard. Müller subiektywna ocena nie upoważnia, by przystępować do sakramentów

Na znaczenie sakramentu pokuty i Eucharystii w życiu chrześcijańskim, a także prawidłowo ukształtowanego sumienia zwraca uwagę kard. Gerhard Ludwig Müller. Na portalu amerykańskiego magazynu „The First Things” ukazał się artykuł emerytowanego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który przytaczamy w tłumaczeniu na język polski.

[ TEMATY ]

sakrament pokuty i pojednania

kard. Gerhard Müller

Włodzimierz Rędzioch

Wielu sugeruje dzisiaj, że sakramentalne rozgrzeszenie może być udzielone penitentom, których ze względu na okoliczności łagodzące można określić jako wolnych od subiektywnej winy wobec Boga, pomimo, że nadal żyją w obiektywnym stanie grzechu ciężkiego. Różnica między obiektywnym stanem grzechu a subiektywną winą jest powszechnie uznawana przez katolicką tradycję teologiczną. Bardziej kontrowersyjne jest jej zastosowanie do porządku sakramentalnego. Czy możliwe jest wykorzystanie prawdopodobnego braku winy subiektywnej jako kryterium udzielenia rozgrzeszenia? Czy nie oznaczałoby to przekształcenia sakramentów w rzeczywistości subiektywne, co jest sprzeczne z ich naturą jako skutecznymi, widzialnymi - a więc obiektywnymi znakami łaski?

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba sięgnąć do korzeni sakramentu pojednania. W swojej miłości względem nas Bóg tak poważnie traktuje ludzi, że wydał swego Jednorodzonego Syna na najstraszliwszą i najbardziej haniebną śmierć na krzyżu (J 3,16), aby nasze grzechy mogły zostać odpuszczone i abyśmy mogli być z Nim pojednani (2 Kor 5,19). Jeśli taka jest cena naszego zbawienia, to biskupi i kapłani nie mogą lekceważyć władzy, jaką otrzymali od samego Chrystusa (Mt 18, 18; 20,22), by odpuścić te grzechy, które penitent wyznał i z powodu których wyraził skruchę.

Bowiem Boską władzą Apostoł wypowiada wiernym słowo pojednania (2 Kor 5, 20). Sakrament pojednania z Bogiem i z Kościołem jako Ciałem Chrystusa wymaga wyznania wszystkich grzechów ciężkich danej osoby w całej integralności. Ta konieczność wynika z troski o wieczne zbawienie i jako taka ma większe znaczenie niż przejściowe poczucie błogości chrześcijanina, którego zaburzenia spowiednik może się obawiać. Aby móc osądzić, czy odpuścić czy też zatrzymać grzechy każdego (J 20,23), kapłan musi wiedzieć, jakie grzechy ciężkie penitent popełnił. Są to zarówno grzechy jawne jak i grzechy ukryte popełnione myślą, słowem, czynami i zaniedbaniami, naruszające Boże przykazania, które są objawieniem świętego i uświęcającego Bożego planu miłości dla nas.

Reklama

Nie wystarczy po prostu nazwać siebie ogólnikowo grzesznikiem Może to łatwo stać się wymówką: człowiek podlega ludzkiej słabości, tak jak wszyscy inni. Wówczas grzechy są relatywizowane jako stale obecne ludzkie niedostatki. W rzeczywistości jednak ochrzczony chrześcijanin nie jest uwikłany w dialektykę Lutra z jego sformułowaniem „simul iustus et peccator” („jednocześnie sprawiedliwy i grzesznik”). Przez chrzest zostaliśmy naprawdę przemienieni. Nie jesteśmy już niewolnikami grzechu, ale staliśmy się przyjaciółmi i dziećmi Boga. Znajdujemy się w stanie łaski uświęcającej. Nie ma czegoś takiego, jakoby grzech musiał koniecznie wynikać z utrzymującej się słabości (pożądania). Przeciwnie, grzech jest wynikiem świadomego i dobrowolnego działania przeciw świętości Boga i miłości Chrystusa, który przelał swoją krew na krzyżu na odpuszczenie grzechów. Poprzez dobrowolne przyjęcie wiary i łaski staliśmy się dziećmi Bożymi. W ten sam sposób musimy współpracować z przyjściem Królestwa na ten świat, służąc wypełnieniu woli Bożej na ziemi, tak jak w niebie. Całe życie chrześcijanina jest ciągłym naśladowaniem ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana. Poprzez ciężkie grzechy oddzielamy się od Boga i wykluczamy się z dziedzictwa życia wiecznego.

Miłość nie sprawia, że wypełnianie Bożych przykazań staje się zbędne, ale jest najgłębszą formą ich wypełnienia. Przykazania nie są zewnętrznymi nakazami, obiecującymi nagrodę tym, którzy je wypełniają i grożącymi karą tym, którzy ich nie przestrzegają. Są one natomiast objawieniem zbawczego planu Boga, wskazując nam drogę Jego miłości. Każdy grzech śmiertelny jest świadomym i dobrowolnym zaprzeczeniem woli Bożej. Jest to aspekt formalny, który zamienia zły czyn w grzech śmiertelny, którego aspektem materialnym jest treść czynu. Dlatego apostoł Paweł może kategorycznie powiedzieć: „Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy. . . nie odziedziczą królestwa Bożego”(1 Kor 6, 9-10).

Sobór Trydencki (1551) naucza, że grzechy śmiertelne czynią nas nieprzyjaciółmi Boga i przekazują na wieczne potępienie, dopóki nie okażemy skruchy, wyznamy nasze grzechy i poprzez uczynki zadośćuczynienia, otrzymamy rozgrzeszenie i przywrócenie do stanu łaski uświęcającej. Dlatego penitent musi wyznać spowiednikowi wszystkie publiczne i skryte grzechy śmiertelne, o których wie, po dokładnym rachunku sumienia (DH 1680). Musi również wskazać te okoliczności, które mogą zmienić rodzaj grzechu (DH 1681). To, o czym tu mowa, to nie okoliczności łagodzące, które zmniejszają ciężkość winy i sprawiają, że zasługujemy na mniejszą karę. Chodzi raczej o te okoliczności, które zmieniają gatunek aktu, a zatem wymagają innego rodzaju pokuty i kary, które musi określać spowiednik działający jako sędzia. Należy wyraźnie podkreślić, że motywacją spowiednika jest zbawienie penitenta.

Reklama

Dlatego Sobór ma całkowitą rację, odrzucając polemikę protestancką, która widzi w wymogu pełnego wyznania grzechów swego rodzaju „katownię sumienia” w konfesjonale (DH 1682). A co się dzieje jeśli penitent nie ponosi odpowiedzialności za swoje grzechy, z powodu braku wiedzy lub odpowiedzialności? Wolność osoby może być osłabiona z powodu ignorancji. Tylko Bóg jest w stanie ocenić subiektywną winę osoby. Spowiednik może jedynie starannie pomagać penitentowi w jego rachunku sumienia. Ale nawet penitent nie może zdecydować, w jakim stopniu Bóg pociąga go do odpowiedzialności za grzech. Próba uczynienia tego oznaczałaby zwyczajnie usprawiedliwienie samego siebie.

Nawet jeśli nie jestem świadomy jakiejkolwiek winy, nie mogę być absolutnie pewny mojego zbawienia i zawsze muszę powierzać siebie osądowi Bożej łaski. Kościół nie może uprzedzać czy nawet interweniować w Boży sąd. Apostołowie, a zatem biskupi i kapłani, są jedynie sługami Chrystusa i szafarzami Jego sakramentów. Mogą oni udzielać sakramentów jako środków łaski jedynie zgodnie ze sposobem, w jaki Chrystus je ustanowił i zgodnie z Jego upoważnieniem udzielonym Kościołowi.

Musimy również brać pod uwagę możliwość, że ignorancja jest sama w sobie zawiniona, tak jak wtedy, gdy służy jako sposób na usprawiedliwienie się z konieczności zmiany swego stylu życia. Przypomnijmy naukę Synodu w Sens, zgodnie z którą człowiek może popełnić grzech, także jeśli działa z ignorancją (DH 730). Nawet jeśli spowiednik jest w stanie znaleźć powody, które przemawiają za zmniejszoną odpowiedzialnością penitenta, nie powinien zapominać, że te same powody przeszkadzają osobie w rozpoznaniu jej sytuacji przed Bogiem we właściwy sposób. W każdym razie, powiedzenie „rozgrzeszam cię” w tych przypadkach oznaczałoby potwierdzenie błędu, w którym dana osoba żyje, błędu, który jest głęboko szkodliwy dla jej zdolności do życia zgodnie z Bożym planem miłości.

Ważne, aby pamiętać, że sakramenty nie są prywatnymi wewnętrznymi spotkaniami wiernych z Bogiem, ale widzialnymi wyrazami wiary Kościoła. Dlatego właśnie dyscyplina kościelna rządząca przyjęciem do sakramentów zawsze wymagała, aby wierny nie znajdował się w sprzeczności z chrześcijańską formą życia. Św. Tomasz mówi, że dopuszczanie do sakramentów kogoś, kto nadal żyje w grzechu, oznacza wprowadzenie „fałszu w znaki sakramentalne” (S. Th. III, 68 a. 4, corpus). Zatem można być bez winy wobec Boga z powodu nieprzezwyciężalnej ignorancji i nadal nie być zdolnym do otrzymania rozgrzeszenia.

Słowa „odpuszczam tobie grzechy” nie są zatwierdzeniem braku odpowiedzialności penitenta przed Bogiem. Przeciwnie, wyrażają i doprowadzają do jego pojednania z Bogiem, do jego ponownego włączenia w widzialne ciało Chrystusa, którym jest Kościół. Tak więc, aby te słowa były znaczące, penitent musi podjąć stanowcze postanowienie, by żyć zgodnie ze sposobem życia, którego nauczył nas Chrystus i jaki Kościół zaświadcza wobec świata. Inaczej byłaby to „subiektywizacja” ekonomii sakramentalnej Kościoła, czyniąc ją funkcją naszej niewidzialnej relacji z Bogiem. Oznaczałoby to wyłączenie sakramentów z widzialnego ciała Chrystusa i z Jego ciała, którym jest Kościół.

Zupełnie innym przypadkiem jest sytuacja, kiedy z przyczyn zewnętrznych nie można było kanonicznie wyjaśnić statusu danego związku, a powiedzmy mężczyzna ma dowody, że jego rzekome małżeństwo z kobietą było nieważne, choć z różnych powodów nie jest w stanie przedstawić tych dowodów na forum kościelnym. Sprawa ta jest całkowicie odmienna od sytuacji osoby żyjącej w ważnym małżeństwie, która prosi o sakrament pokuty, nie chcąc porzucić stałych stosunków seksualnych z kimś innym, czy jest to konkubinat, czy też „małżeństwo” cywilne, które nie jest ważne przed Bogiem i Kościołem. Podczas gdy w tej drugiej sytuacji istnieje sprzeczność z sakramentalną praktyką Kościoła (kwestia prawa Bożego), to pierwszym przypadku dyskusja koncentruje się na sposobie ustalenia, czy małżeństwo było nieważne (kwestia prawa kościelnego).

Teologicznie sprawy są bardzo jasne. Słowa Chrystusa, nauczanie Apostołów, a tym samym dogmat Kościoła, stanowią wyraźną wskazówkę dla wszelkich starań duszpasterskich o wsparcie poszczególnego chrześcijanina w jego pielgrzymce do Boga. To dawni faryzeusze (których imię jest dziś nazbyt często używane jako określenie pogardliwe), próbowali postawić Jezusa w niezręcznej sytuacji w związku z nierozerwalnością małżeństwa. Z jednej strony wszyscy chcą utrzymać nierozerwalność małżeńską w ramach planu Stwórcy dotyczącego małżeństwa między mężczyzną a kobietą. Z drugiej strony niektórzy próbują obejść przykazanie Chrystusa. Uciekając się do pretekstu, że oprócz „surowego Chrystusa” jako prawodawcy Nowego Przymierza, jest także „miłosierny Jezus” z Ewangelii, dobrze wiedząc, że ideał jest konfrontowany z konkretną ludzką rzeczywistością, która zostaje zakłócona przez grzech Adama. Jezus odpowiada nie jak faryzeusz, lecz przeciwko faryzeuszom - a nawet przeciwko sprzeciwom apostołów, twierdzących, że znają ludzką praktykę i rzeczywistość lepiej od samego Jezusa - że „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej”. Słowa te stosuje również do kobiety, która poślubia mężczyznę, który nie jest nieżonatym czy wdowcem (Mk 10,11-12).

Według Apostoła Pawła, jeśli małżonkowie się rozeszli, powinni dążyć do pojednania. Jeśli pojednanie nie jest możliwe, muszą pozostać samotni aż do śmierci prawowitego partnera (1 Kor 7, 11, 39). Dla każdego jest prawdą, że sakramentalne przyjęcie Komunii świętej jest owocne tylko wtedy, gdy znajdujemy się w stanie łaski uświęcającej. Ale nawet niezależne od pytania o subiektywny stan łaski - którego ostatecznie tylko Bóg jest sędzią - trzeba, aby ci, którzy żyją w obiektywnej sprzeczności z przykazaniami Boga i sakramentalnym porządkiem Kościoła, podjęli decyzję o zmianie swego sposobu życia, żeby uzyskać pojednanie z Bogiem i Kościołem w sakramencie pokuty.

W wielu skomplikowanych sytuacjach, w obliczu ideologii wrogich małżeństwu i w sytuacji kiedy przekazywanie wiary jest aż nazbyt często powierzchowne, mądry szafarz łaski Bożej delikatnie poprowadzi chrześcijan, którzy poważnie dążą do życia wiarą, aby przyjrzeli się swojej sytuacji rodzinnej w świetle Ewangelii Chrystusa. W przypadkach, gdy istnieją poważne powody, aby nie rozwiązać nowego związku i gdy nie można było uzyskać deklaracji o nieważności pierwszego związku, celem tej często trudnej i długiej drogi jest to, aby partnerzy żyli razem jak brat i siostra, a zatem mieli także dostęp do Komunii Świętej.

Co więcej, nie możemy zapominać, że wiara katolicka nie sprowadza tajemnicy Eucharystii do przyjęcia Komunii Świętej. Decydujące jest przede wszystkim uczestnictwo w Ofierze Eucharystycznej. Główną troską pasterzy Kościoła musi być wypełnianie przez wiernych ich obowiązku niedzielnego. Bóg z pewnością nie odmówi swojej miłości tym, którzy pomimo powtarzających się niepowodzeń z pokorą proszą Go o łaskę, aby mogli wypełnić przykazania. A już na pewno patrząc na nasze własne grzechy, powinniśmy szanować i z miłością pomagać w naszej wspólnej pielgrzymce tym naszym braciom i siostrom, którzy odczuwają dylemat, jeśli chodzi o ich sytuacje rodzinne i odkrywają, że pomimo dobrej woli, nie zawsze udaje im się żyć zgodnie z przykazaniami Boga. To prawda, że spowiednicy są także sędziami. Ale pełnią tę rolę nie z powodu ludzkiej pychy, aby potępić grzesznika. Przeciwnie, ich osąd jest jak diagnoza mądrego lekarza, który stara się poznać naturę choroby, a następnie wylewa olej i wino na rany, tak jak miłosierny Samarytanin, przekazując ludzi do schroniska Świętej Matki Kościoła.

2017-12-17 09:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Müller: Kościół nie powinien być prowadzony przez ducha czasu

[ TEMATY ]

kard. Gerhard Müller

Monika Książek/Niedziela

Kardynał Gerhard Ludwig Müller

Kard. Gerhard Ludwig Müller ostrzega Kościół katolicki przed orientacją na „ducha czasu” i „mainstreamem”. "Reforma Kościoła jest tylko odnową w Chrystusie" - napisał w swojej książce „Rzymskie spotkania” były prefekt watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Książka ma formę dialogów między fikcyjnymi osobami i nim w trzeciej osobie. Raz jest on "niemieckim biskupem" a raz "rzymskim kardynałem". Książka ukazuje się w poniedziałek 15 lipca.

Swoją książką kard. Müller chce zwrócić uwagę na wiele sporów jakie mają miejsce wokół Kościoła. Jego zdaniem Kościół katolicki potrzebuje „więcej wiary i świadectwa, a mniej polityki, intryg i walk o władzę”.

"Niemiecki biskup" argumentuje: „Obecnie tylko ten, który występuje w mediach jest blisko ludzi. Dobry biskup nie uderza w nikogo, ale patrzy ludziom na usta i rozmawia". Z kolei zdaniem "rzymskiego kardynała" "samosekularyzacja Kościoła jest ostatnim krokiem przed jego likwidacją".

Na pytanie fikcyjnego dziennikarza na temat migracji w Europie "rzymski kardynał" podkreśla, że "zawsze należy pomagać potrzebującym". A potem dodaje: „Nie można promować masowej migracji osób niepotrzebnych w Europie tylko po to, aby marginalizować kulturę chrześcijańską”.

"Kardynał" ostrzega również przed islamskimi systemami prawnymi, które nie powinny stać się podstawą prawa publicznego. "Nie należy też zmuszać chrześcijanina do odwiedzenia meczetu" - odpowiada.

"Kardynał" przestrzega "filozofkę religii" z pięciorgiem dzieci, która bardzo stara się pogodzić rodzinę i karierę, aby nie stała się "kierownikiem katedry feministycznej antropologii”.

„Kardynał” skrytykował obchodzoną w 2017 r. w Niemczech rocznicę 500-lecia Reformacji. "Rok 1517 nie może być żadnym powodem do radości" - powiedział. Z drugiej strony, mocno krytykowany przez stronę protestancką dokument Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Jesus” z 2000 r., "kardynał" nazwał „Magna Charta przeciwko chrystologicznemu i eklezjologicznemu relatywizmowi postmodernizmu”.

CZYTAJ DALEJ

Abp Hoser dla „Niedzieli”: potrzeba nam miłości ojczyzny na wzór bohaterów Bitwy Warszawskiej

„Bolszewizm zatruł zachodnią cywilizację, a jego pochodną są wszystkie dzisiejsze ideologie” - mówi w wywiadzie dla Tygodnika „Niedziela” abp Henryk Hoser.

O cudownym zwycięstwie w 1920 r., bohaterskiej śmierci ks. Ignacego Skorupki, zjednoczeniu Polaków ponad podziałami i białej plamie w historii, jaką  przez lata była Bitwa Warszawska, z biskupem seniorem diecezji warszawsko-praskiej i wizytatorem apostolskim parafii w Medjugorie, rozmawia Magdalena Wojtak.

Sto lat temu na przedmieściach Warszawy nastąpił cud. Bolszewicy zaczęli się wycofywać, a plan podbicia przez nich serca Europy "po trupie Polski" legł w gruzach. Jak powinniśmy patrzeć na to wydarzenie? 

Abp Henryk Hoser SAC: - To był potrójny cud - jedności narodowej, wspólnoty modlitwy oraz działań militarnych. Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej zawdzięczamy ogromnej mobilizacji całego społeczeństwa, które szturmowało niebo i odpowiedziało na apel biskupów, aby stanąć w obronie ojczyzny. 19 czerwca 1920 r. stolicę zawierzono Najświętszemu Sercu. Episkopat Polski na czele z prymasem kard. Edwardem Dalborem, na Jasnej Górze trzy tygodnie przed kulminacyjnym atakiem bolszewików ponowił ten akt, zawierzając Najświętszemu Sercu Pana Jezusa całą Polskę. W świątyniach miały miejsce całodzienne adoracje. Od 6-15 sierpnia odbywała się ogólnopolska krucjata modlitewna w intencji ojczyzny odmawiana w formie nowenny.
W stolicy trwały czuwania modlitewne, a z kościołów w kierunku pl. Zamkowego wyruszały procesje pokutno-błagalne. Lud Warszawy zawierzał się Matce Bożej Łaskawej, Strażniczce Polski i patronce stolicy. Modlono się także przed relikwiami św. Andrzeja Boboli.

Jaką rolę w obliczu bolszewickiej ekspansji odegrał Kościół? 

- Polscy biskupi w liście do narodu, papieża Benedykta XV oraz Konferencji Episkopatów Świata prosili o pomoc i modlitwę w intencji zagrożonego nawałą bolszewicką państwa. Pisali, że jeżeli Polska zginie, klęska grozi całemu światu, który zaleje nowy potop - potop mordów, nienawiści, pożogi i bezczeszczenia Krzyża. Pisali, że bolszewizm jest wykwitem wszelkich zasad negacji, które godzą w rodzinę, religię, system społeczny oraz ubóstwianą przez siebie wiedzę. 

14 sierpnia 1920 r. na polach walk w Ossowie, gdzie zginął z krzyżem w ręku ks. Ignacy Skorpuka, sowieci zobaczyli na niebie jasną postać. Nazajutrz Matka Boża objawiła się także w Wólce Radzymińskiej. 

- Uczestnikom Bitwy Warszawskiej, jak relacjonowali bolszewiccy jeńcy, objawiła się Matka Boża. W nocy widzieli wielką postać Maryi na tle stolicy, która ochraniała płaszczem Warszawę, a wystrzeliwane w Jej kierunku pociski odbijały się.
Od tego momentu nastąpił przełom w Bitwie Warszawskiej. Rosjanie zaczęli panikować i wycofywać się. Siły ludzkie były zbyt słabe, aby sprostać wrogowi. Objawienie się Matki Bożej załamało morale Armii Czerwonej, a skuteczne okrążenie bolszewików przez polskie wojsko od strony Wieprza przechyliło szalę zwycięstwa. Cud dokonał się 15 sierpnia 1920 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Przepowiednia Lenina, aby po trupie Polski bolszewicy dostali się serca Europy była o krok od spełnienia się. W Wyszkowie czekali już komunistyczni komisarze: Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i Feliks Kon. Nie mogli doczekać kapitulacji stolicy i przejęcia władzy. Po zwycięstwie bolszewików triumfalnie planowani wjechać do Warszawy, a sowieckim żołnierzom obiecano dwudniowy rabunek stolicy Polski. Kraje europejskie nie miały świadomości zagrożenia i wykazywały się wobec naszego kraju niechętną postawą, próbowały nawet dogadać się z bolszewikami. Czesi na przykład chcieli zatrzymać pociągi z zakupioną przez nasz rząd amunicją. 

Klęska Polaków wydawała się nieunikniona. 

- Tak, ale wydarzył się cud zjednoczenia narodu polskiego. Mimo wszelkich sporów i waśni, które miały miejsce wówczas na scenie politycznej, wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że niepodległa ojczyzna jest najwyższą wartością. Zjednoczono się wobec nadchodzącego zagrożenia. Dokonała się powszechna mobilizacja. Młodych chłopców powoływano do wojska i wysyłano na front. Powstała Armia Ochotnicza, na czele z gen. Józefem Hallerem, która wydała odezwę do narodu zachęcającą do dobrowolnego wstępowania w szeregi armii. 
 

Bohaterem wojny polsko-bolszewickiej stał się młody, 27-letni kapłan, duszpasterz Legii Akademickiej. 

- Swoją ostatnią Mszę Świętą ks. Ignacy Skorpuka przed wyruszeniem na front sprawował w cmentarnej kaplicy na warszawskim Kamionku. Stamtąd wraz z młodzieżą, wśród której byli liczni uczniowie Gimnazjum im. Władysława IV, wyruszył do Ossowa. Tam z krzyżem w ręku zginął od bolszewickiej kuli. 

Według świadków tego wydarzenia kapłan śpiewał pieśń ku czci Matki Bożej, a w testamencie ks. Skorupka pisał: ,,Dług za szkołę spłacam swym życiem. Za wpojoną mi miłość do Ojczyzny – płacę miłością serca... Proszę mnie pochować w albie i stule...”. 

- Młodzież, która brała udział w walkach 1920 r. była wychowywana w wielkim patriotyzmie. Bój był wzmacniany uformowanym duchem tych młodych ludzi. 
 Wychowanie patriotyczne odgrywa bardzo dużą rolę. Wierność własnym korzeniom, a więc własnej historii, tożsamości jest gwarantem przetrwania. Powinniśmy uczyć się nie tylko na błędach naszej przeszłości, ale także umieć dostrzegać wiele dobra dokonującego się na przestrzeni dziejów, poczynając od chrztu Polski, który był początkiem polskiej państwowości. Dzisiaj potrzeba nam miłości ojczyzny na wzór bohaterów Bitwy Warszawskiej. Musimy pamiętać, że wolność i suwerenność nie są nam dane raz na zawsze. Powinniśmy umieć stanąć ponad wszelkimi podziałami, które rozdzierają polskie społeczeństwo i bronić ojczyzny poprzez sprawnie działające państwo, które zapewnia suwerenność kraju. 

Księże Arcybiskupie, dziś nie zagraża nam komunizm, ale inne ideologie, które uderzają w życie i rodzinę. Jak się bronić przed nimi? 

- Żyjemy w epoce postmodernizmu, która odchodzi od racjonalizmu i kieruje się różnymi ideologiami mającymi neomarksistowskie korzenie. To tworzenie nowoczesnego człowieka, który ma być pozbawiony tożsamości i pamięci historycznej. Widać dziś dewaloryzację człowieka, zwłaszcza słabego i bezbronnego. Potrzeba dziś wrócić do dobrze pojętej antropologii, która bierze pod uwagę nie tylko ciało, ale i duszę. Zauważmy, że zwycięstwem bolszewizmu okazał się pakt Ribbentrop-Mołotow i czwarty rozbiór naszego kraju, który został podzielony przez ateistycznych przywódców. Bolszewizm zatruł zachodnią cywilizację, a jego pochodną są wszystkie dzisiejsze ideologie. 

Przez wiele lat Bitwy Warszawskiej nie można było nazywać „Cudem nad Wisłą”. Cenzura miała wpływ na wypaczanie obrazu tego wydarzenia? 

- Oczywiście. Przez wiele lat Bitwa Warszawska była białą plamą w społecznej świadomości. W czasach komunizmu w szkołach nie mówiło się o klęsce bolszewików pod Warszawą. Akcentowano układ ryski i dowodzono, że to Lenin upomniał się o granice Polski.

Jednak miejscowa ludność pamiętała o historycznym zwycięstwie polskiego oręża. Już dekadę później zaczęły powstawać w stolicy kościoły będące wotum za Cud nad Wisłą.

Wśród wiernych była ogromna potrzebna budowania tych świątyń stanowiących wdzięczności narodu za ocalenie przed bolszewikami w Bitwie Warszawskiej. Konkatedra Matki Bożej Zwycięskiej na Kamionku, kościół Chrystusa Króla na Bródnie oraz kościół Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie powstały z potrzeby serca warszawiaków i dzięki ich ofiarności. 

W Radzyminie powstaje także świątynia, wotum wdzięczności za życie i pontyfikat Jana Pawła II i zwycięską Bitwę Warszawską. Pod budowę tego kościoła wmurowywał Ksiądz Arcybiskup kamień węgielny.

- Jan Paweł II w czerwcu 1999 r. na Cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 r. w Radzyminie powiedział, że ma wielki dług wobec bohaterów „Cudu nad Wisłą”. Sanktuarium, któremu patronuje papież-Polak ma przypominać, że Karol Wojtyła urodził się w roku Bitwy Warszawskiej i wiele zawdzięcza Polakom broniącym ojczyzny w 1920 r. Świątynia ta powstaje na polach bitwy polsko-bolszewickiej, gdzie miały miejsce krwawe walki. Diecezję warszawsko-praską papież szczególnie zobowiązał do kultywowania pamięci o "Cudzie nad Wisłą". Dlatego też należy pamiętać o innym ważnym miejscu, jakim jest Ossów. 

Tutaj poznamy nie tylko historię wojny polsko-bolszewickiej? 


- Nieopodal grobów bohaterów 1920 r. znajduje się tablica poświęcona polskim oficerom, dowódcom oddziałów walczących w Bitwie Warszawskiej, zamordowanym potem w 1940 r. w Katyniu przez Rosjan. W Ossowie powstała także aleja pamięci, gdzie upamiętniani są ci, którzy zginęli w 2010 r. w katastrofie smoleńskiej w drodze na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. To wyraz naszego szacunku do historii i tych tragicznych wydarzeń. 

 Z abp. Henrykiem Hoserem SAC rozmawiała Magdalena Wojtak. 

CZYTAJ DALEJ

Taizé: spotkanie w Turynie przełożone na 2021, bracia zapraszają do siebie

2020-08-15 16:55

[ TEMATY ]

Taize

turyn

EWTN

W związku z pandemią Covid-19, w porozumieniu z Kościołami i władzami cywilnymi, zaplanowane na ten rok Europejskie Spotkanie Młodych w Turynie zostało przełożone o rok: odbędzie się ono od wtorku 28 grudnia 2021 do soboty 1 stycznia 2022 r. – poinformowała ekumeniczna Wspólnota z Taizé.

Jednocześnie bracia pod koniec bieżącego roku zapraszają młodych dorosłych w wieku od 18 do 35 lat do wzięcia udziału w wyjątkowym etapie Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię, który w dniach 27 grudnia 2020 - 1 stycznia 2021 odbędzie się w Taizé!

Program tego wyjątkowego spotkania będzie zawierał typowe elementy:

- * Trzy wspólne modlitwy każdego ranka, południa i wieczoru

- * Refleksję biblijną i małe grupy wymiany myśli

- * Kilka warsztatów każdego popołudnia

- * Czuwanie modlitewne o pokój na świecie wieczorem 31 grudnia

Wszyscy, którzy chcą, mogą przybyć już tydzień wcześniej, od 20 do 27 grudnia 2020 r., aby świętować Boże Narodzenie w Taizé. Młodzi ludzie, którzy przyjadą do Taizé na tydzień Bożego Narodzenia, mogą również zostać, aby pomóc w przygotowaniu i przeprowadzeniu Spotkania Europejskiego.

Podobnie, jak w przypadku każdego Spotkania Europejskiego, można wysłać swoje zgłoszenie na to wydarzenie od połowy września do początku grudnia. Może się zdarzyć, że liczba uczestników będzie musiała zostać ograniczona w zależności od możliwości przyjmowania pielgrzymów w kontekście pandemii.

Tak jak już zdarzyło się wcześniej, część programu będzie dostępna on-line, aby mogli w nim uczestniczyć młodzi ludzie z całego świata, którzy nie mogą fizycznie być obecni w Taizé. „Aby pomóc nam jak najlepiej zorganizować zajęcia, dla wszystkich, którzy chcą wziąć udział w tym programie on-line, dostępny będzie specjalny formularz zgłoszeniowy. Udział w Spotkaniu Europejskim będzie zatem możliwy zarówno w Taizé, jak i na całym świecie” – czytamy na stronie Wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję