Kiedy niesione charyzmą założyciela zaczęły w Polsce powstawać przytuliska Brata Alberta, władze miasta Przemyśla w 1905 r. zaprosiły tego świetego, by ofiarować mu nowo zbudowany dom z przeznaczeniem na przytulisko dla ubogich. Przytulisko zaczęło funkcjonować od 1907 r. Opiekę nad ubogimi miasta przejęli bracia albertyni i siostry albertynki.
Działanie Opatrzności
Idea wielkiego czynu miłosierdzia, którą zapoczątkował św. Brat Albert, napotykała jednak na wiele trudności. Czas wojny, następnie nowa sytuacja polityczna nie sprzyjały jej rozwojowi. W 1950 r. skasowane zostały wszystkie przytułki dla bezdomnych w Polsce, gdyż ówczesna władza uznała, że bezdomnych w Polsce nie będzie. Dopiero okres Solidarności i przemiany społeczne ujawniły ogromny obszar biedy. Po roku osiemdziesiątym zaczęły powstawać towarzystwa dobroczynne, które zajęły się niesieniem pomocy ubogim i bezdomnym.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Zanim schronisko nabrało obecnego kształtu, w 1989 r. mieściło się przejściowo w budynku parafialnym Kazanowa i mogło przyjąć zaledwie 7 osób. Po licznych perturbacjach znalazło swoje miejsce w barakach przy ul. Focha, gdzie mieści się do dziś. Obecnie schronisko może pomieścić 75 osób, a zimą w razie potrzeby 100. Jest położone w bliskim sąsiedztwie Domu Braci Albertynów, założonego przez samego świętego. Po przeprowadzonym remoncie są to dwa pawilony z całym zapleczem gospodarczym, kulturalnym z pięknym ogrodem i kaplicą. Opiekę nad mieszkańcami sprawuje Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta, umocowane jako Koło Przemyskie w strukturach krajowych Towarzystwa. Jest to dzieło śp. ks. prał. Bronisława Żołnierczyka, założyciela Towarzystwa. Obok ks. Żołnierczyka jedyną osobą, która od momentu powstania Towarzystwa do dziś jest jego członkiem, pełniąc przez wiele lat funkcję prezesa, a obecnie wiceprezesa, jest Jadwiga Mikołajczyk.
Tak w ogromnym skrócie przedstawia się historia przemyskiego schroniska dla bezdomnych mężczyzn. Jednak za tym wielkim dziełem stoi ogromna rzesza ludzi zaangażowanych i całkowicie oddanych sprawie. Nigdy nie brakowało osób wspomagających czynem i modlitwą, darczyńców i wolontariuszy. Obecnie funkcję prezesa drugą kadencję pełni Dariusz Jurczyszyn, który z zaangażowaniem i troską zabiega o dalszy rozwój schroniska.
Być dobrym jak chleb
Najwyraźniej brat najuboższych upodobał sobie ten urokliwy zakątek miasta, bo z czasem zgromadził tu wszelkie ludzkie biedy. W 1984 r. abp Ignacy Tokarczuk erygował tu Parafię bł. (wtedy) Brata Alberta Chmielowskiego – dziś stoi tu wybudowany nowy piękny kościół. Naprzeciw kościoła parafialnego, w kompleksie dawnego szpitala, znajduje się Zakład Opieki Paliatywnej, a kilkadziesiąt metrów dalej Miejski Dom Pomocy Społecznej. Jest to miejsce, gdzie poprzez miłość prawdziwą i szczerą, okazywaną najuboższym, bezdomnym, chorym i cierpiącym, wyrażana jest autentyczna wiara i miłość Chrystusa.
Reklama
Skąd bierze się problem bezdomności w dzisiejszym świecie – dumnym z ogromnego postępu, bogatym i sytym? Kim są obecni mieszkańcy schroniska, jak tu trafili i z jakich przyczyn? Ilu mieszkańców, tyle różnych losowych przypadków: rodzinnych tragedii, życiowych potknięć, porażek, nałogów i chorób. W grupie osób, które potrzebowały doraźnej pomocy na niezbyt długi czas, były osoby często wysoko postawione i wykształcone, jak: dyrektor poważnej firmy, lekarz stomatolog, wykształcony muzyk, a nawet poeta! Pod dach przemyskiego schroniska trafiali nie tylko Polacy. Był tu Włoch, Niemiec i czarnoskóry Amerykanin.
Dla Pawła Maroska schronisko jest prawdziwym domem. Mieszka tu od samego początku. Jadzia Mikołajczyk to dla niego „mamcia”. Szczyci się udziałem w pieszych pielgrzymkach do Częstochowy, których zaliczył aż 20. Również wiele razy aktywnie uczestniczył w pielgrzymkach do patrona św. Brata Alberta w Krakowie. Zawsze chętny do udziału w różnych codziennych pracach.
Mieszkańcy, jak w każdym gospodarstwie, na bieżąco biorą udział w różnych zajęciach porządkowych, pomagają przy remontach, zajmują się ogrodem, przygotowaniem posiłków, przetworów na zimę, zaopatrzeniem w potrzebne produkty żywnościowe. Mają pod opieką kaplicę, pralnię, kuchnię, jadalnię. Niektórzy podejmują prace dorywcze na zewnątrz.
Dusza człowiek
Reklama
W kuchni od ok. 20 lat „króluje” Jan Otłowski. Przez te wszystkie lata nabierał umiejętności kucharza i dzisiaj swym kulinarnym kunsztem może zaspokoić najwybredniejsze podniebienia, a wyjątkowy smak jego bigosu na długo zostaje w pamięci. Myślę, że pan Jan jest na ogół znany wielu mieszkańcom Przemyśla, choć nie wszyscy go kojarzą ze schroniskiem dla bezdomnych. Zanim tu trafił, to jak przysłowie głosi: „Z niejednego pieca chleb jadł”. Twierdzi, że w młodości prowadził życie „rozrywkowe”, dużo podróżował, a utrzymywał się z prac dorywczych. Po latach takiego życia, nie było już dokąd wracać. Wreszcie w swych życiowych wędrówkach, z rodzinnego dalekiego wybrzeża trafił do Przemyśla. Tu dowiedział się o istnieniu schroniska, prowadzonym – co było dla niego ważne – w duchu katolickim. Tu postanowił rozpocząć nowy etap swojego życia. Zatrudniony w kuchni czuje się potrzebny i szanowany. Z czasem poprzez swoją aktywność społeczną, zaangażowanie w różne inicjatywy kościelne i patriotyczne, na dobre wrósł w lokalne środowisko. Od lat uczestniczy w wielu wydarzeniach patriotycznych, w świętowaniu narodowych rocznic, w marszach, manifestacjach, pielgrzymkach nie tylko w Przemyślu, ale również w stolicy. Niemal co roku pielgrzymuje do Częstochowy, a już obowiązkowo każdego roku swój bigos zawozi do Krakowa na święto patrona. Zawsze z aparatem fotograficznym gotowym do uwieczniania ważnych zdarzeń.
Oprócz kuchni posługuje podczas Eucharystii w kaplicy. Wiosną tego roku pan Jan świętował swój jubileusz osiemdziesięciu lat życia. Schronisko stało się jego prawdziwym domem, a mieszkańcy i obsługa rodziną. Cieszy się szacunkiem, sympatią i przyjaźnią tutejszego środowiska. Zawsze dla wszystkich życzliwy, otwarty, serdeczny.
Jest w mieście takie miejsce…
Bezwzględnym obowiązkiem mieszkańców jest przestrzeganie regulaminu, który nade wszystko zabrania spożywania alkoholu. W historii schroniska kilku mieszkańcom udało się usamodzielnić. Otrzymali mieszkania, stałe zatrudnienie i przy doraźnej pomocy opiekunów stopniowo stali się samodzielni. Niestety nie wszystkie próby się powiodły. U niektórych nałóg okazał się silniejszy, jak i beztroski powrót do dawnego życia. Po takiej porażce jedni z powrotem wrócili do schroniska, inni – niestety – swoje życie zakończyli tragicznie.
Obecnie warunki mieszkaniowe w schronisku są bardzo dobre. Mieszkańcy mają dobrze wyposażone pokoje, zapewnione całodobowe wyżywienie, nadzór i opiekę wychowawców oraz opiekunów. Mają również zapewnioną opiekę duchową. W każdą niedziele i święta w kaplicy jest odprawiana Msza św.
Niezmiennie od lat w sposób niemal namacalny jest tu widoczna błogosławiona troska wielkiego patrona św. Brata Alberta. To miejsce, gdzie nigdy nie brakuje chleba i każdy może się tu posilić, jeśli jest głodny.
Zaczyna się od rozmowy...
Reklama
Jest w mieście takie miejsce, gdzie od wielu lat
ktoś mocno w garści trzyma ludzkie biedy.
A tych w powiecie obfity dostatek.
Jednym poplątały się drogi, drugim pomieszały myśli,
inni zwyczajnie ze szczęściem się rozminęli.
Tych dopadła starość, tamtych przywaliła choroba.
Porzuceni jak zbędny łachman czekają na cud (…).





