Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Dr Szałata: dopóki nie wygramy walki z biedą - nie wygramy walki z trądem

2018-01-28 07:26

Rozmawiała Paulina Godlewska / Warszawa (KAI)

ARCHIWUM KAZIMIERZA SZAŁATY

Problem trądu będziemy mieli tak długo, jak długo nie zlikwidujemy trądów moralnych, biedy, niesprawiedliwości społecznej. Dopóki nie wygramy walki z biedą nie wygramy walki z trądem – powiedział w rozmowie z KAI dr Kazimierz Szałata, prezes Fundacji Polskiej Raoula Follereau. Dziś obchodzony jest Światowy Dzień Trędowatych.

Paulina Godlewska (KAI): - 28 stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Trędowatych. W Polce obchody tego Dnia organizuje Fundacja Polska Raoula Follereau. Na czym skupia się jej działalność?

Dr Kazimierz Szałata: - Nawiązuje ona do tradycji wielkiego ruchu zainicjowanego przez francuskiego misjonarza i filozofa Raoula Follereau. Przy okazji pisania artykułu o Karolu de Foucauld spotkał on na Saharze dziwnych ludzi zamkniętych w swego rodzaju obozie koncentracyjnym. To było jego pierwsze spotkanie z trędowatymi. Kiedy pytał czy można im jakoś pomóc, towarzyszący mu ludzie mówili, że trędowaci umarli już za życia i nie warto się nimi zajmować. Kiedy wrócił do Francji stwierdził, że jeżeli w ten sposób traktujemy tych, którzy potrzebują pomocy, to nie mamy prawa nazywać się ludźmi kulturalnymi, a tym bardziej chrześcijanami.
Follereau podjął więc najpierw inicjatywy dla ratowania chrześcijańskiej kultury Europy, która była zagrożona różnymi postaciami trądu duchowego. W roku 1943 spotkał siostrę Eugenię, która wróciła z Wybrzeża Kości Słoniowej i opowiedziała mu o losie ludzi pozbawionych jakiejkolwiek opieki. Razem podjęli decyzję, że trzeba wreszcie coś zrobić, wywołać powszechną rewolucję, która zmieni nasz stosunek do ludzi trędowatych, ludzi, którzy od najdawniejszych czasów byli wyrzucani na margines życia społecznego i religijnego. Wymarzyli sobie, że zaczną budować wioski dla trędowatych, w których można by było ich pielęgnować, leczyć ale też byłoby to miejsce, gdzie mogliby normalnie żyć - zakładać rodziny czy uczyć się. Pierwsza taka wioska powstałą w Adzopé na północ od Abidjanu. Później podobne wioski pojawiały się na całym świecie.
Żeby zdobyć środki na leczenie trędowatych Raoul Follereau objechał ponad 32 razy kulę ziemską głosząc proste orędzie o miłości Boga do człowieka. Inicjator obchodów Światowego Dnia Trędowatych Raoul Follereau podkreślał, że 28 stycznia, to dzień walki z „wszelkim trądem” a więc nie tylko tym wywołanym bakterią Hansena, ale też z bezbożnością, relatywizmem moralnym czy egoizmem. To przez ten trąd, który rozwija się w krajach bogatych, ludzie cierpią na tę straszną chorobę, chociaż od lat ’80 – trąd jest uleczalny.
Ojciec Święty Jan Paweł II mówił, że także w Polsce trzeba mówić o trędowatych, bo oni potrzebują naszej pomocy i to jest jedno z ważniejszych dzieł Kościoła katolickiego w jego historii. Zajmowali się nimi przecież ludzie święci św. Franciszek z Asyżu, św. Damian, czy Matka Teresa z Kalkuty. Zajmował się nimi również francuski rycerz św. Maurycy, który podobno miał leczyć trędowatych pocałunkiem. To piękna metafora, która jest wciąż aktualna dlatego, że mamy leki na trąd, ale jak się okazuje nie wszyscy mają do nich dostęp. Trzeba to zmienić, dotrzeć do tych ludzi, otworzyć dla nich nasze serca. Trzeba złożyć ten pocałunek – czyli zająć się człowiekiem, ukochać go, nawet jeżeli jest odrażający.

- Dlaczego Pan zajął się polską gałęzią tej Fundacji?

- Przed rokiem 1995, podobnie jak większość z nas, nie miałem pojęcia, że istnieje trąd. Nie znałem takiego myśliciela jak Follereau, chociaż zajmuję się filozofią. Z perspektywy czasu widzę, że to była pewna logiczna, konsekwentna droga, którą prowadzi nas Bóg. Wykładałem wtedy etykę na ówczesnej Akademii Medycznej i razem ze studentami założyliśmy konwersatorium etyki „Medycyna na miarę człowieka”. Bardzo szybko doszedłem do wniosku, że mówienie o etyce i podawanie wzruszających przykładów to za mało.
Zaczęliśmy więc podejmować pierwsze akcje charytatywne. Zająłem się też pracą formacyjna w Międzynarodowym Centrum Formacji Chrześcijańskiej założonym przez prof. Patricka de Laubier. Podczas jednej z sesji tegoż centrum spotkałem w Genewie pana André Récipon, który – jak się później okazało, był synem duchowym Raoula Follereau i kontynuatorem jego dzieła. Po krótkiej rozmowie powiedział mi wtedy, że ktoś taki, jak ja jest mu bardzo potrzebny. Ktoś, kto potrafi z filozofii uczynić wiedzę praktyczną. Tydzień później w Paryżu wręczył mi misję tworzenia fundacji Raoula Follereau w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo szybko zafascynowała mnie postać Follereau i jego dzieło. Dzięki tekstom tego francuskiego humanisty zrozumiałem, że wbrew pozorom, filozofia jest nauką praktyczną. Prowadzi ona do mądrości. A cóż jest bardziej praktycznego, niż mądrość, która poprzez doświadczenie prawdy kieruje nas do dobra, manifestującego się w zapełnianiu uczynków miłosierdzia.

- Kiedy po raz pierwszy wyjechał Pan spotkać się z trędowatymi i jak wyglądało to spotkanie?

- Pierwszy raz wyjechałem na afrykański Sahel, gdzie bieda i zagrożenie życia ludzi jest powodowana przez choroby, susze i brak dostępu do wody. Dotyka to Mali, Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigru czy Burkina Faso. Podczas tej wizyty uświadomiłem sobie jak bardzo nie rozumiemy tych krajów. Pamiętam, że zabrałem ze sobą cukierki dla dzieci, które mi się roztopiły po drodze. Zresztą niektóre z dzieci, które spotykałem na bezdrożach sawanny, wolałyby żebym miał w kieszeni proso albo torbę ryżu, bo z cukierkami nie bardzo wiedziały co zrobić. Zdziwiło mnie również bardzo, że siostry, które niedawno założyły swój dom, mają problem z dostępem do wody. Jedna z nich, żeby utrzymać ogródek, woziła wodę na rowerze z miejsca oddalonego o kilka kilometrów. Okazało się, że 10 lat temu wybudowały one klasztor nad rzeką, w której od kilku lat nie pojawia się woda. Dramat Sahelu, gdzie wciąż trąd jest groźny, łączy się w sposób szczególny z biedą i coraz trudniejszymi warunkami sanitarnymi. Europa uwolniła się przecież od trądu nie dzięki antybiotykom, które jeszcze nie były znane, ale dzięki temu, że podniósł się poziom życia na Starym Kontynencie.

- Jak wygląda codzienność osób, które pracują w ośrodkach dla trędowatych?

- Przede wszystkim misjonarze mieszkają razem z chorymi dzieląc ich los, tak jak to robił o. Bejzyn i o. Damian. Są jakby jednymi z nich. Ważną rolę pełnią również ludzie świeccy, ale mając rodziny, nie mogą do końca poświecić chorym swojego czasu.
Dlatego Follereau swoją akcję na rzecz trędowatych oparł na współpracy z siostrami zakonnymi, które są z nimi na co dzień. Zajmują się chorymi, ale również ich rodzinami. Uczą ich uprawy roli, szycia, rzemiosła, żeby człowiek wyleczony z trądu mógł zarabiać na życie, bo bardzo często nie może on już wrócić do normalnej pracy. Ludzie boją się go i bardzo często łatwiej jest wyleczyć trędowatego z trądu, niż świadomość ludzką z lęku przed tym, kto był trędowaty, i po wyleczeniu nikomu już nie zagraża. W wielu rejonach świata raz „naznaczony” człowiek nie może się z tego uwikłania uwolnić do końca życia.
W ośrodkach dla trędowatych jest zazwyczaj kaplica, ośrodek duszpasterski, szpital, ale również szkoła i warsztaty, gdzie trędowaci uczą się zawodu i zarabiają na życie. Wśród zajmujących się trędowatymi nie brakuje też polskich misjonarzy i misjonarek. Siostra Noemi Świeboda ze zgromadzenia św. Józefa prowadzi szpital z oddziałem dla trędowatych w Kongo Brazzaville, siostra Róża Gąsior ze zgromadzenia służebnic Ducha Świętego opiekuje się trędowatymi w ośrodku Funda w Kongo, siostra Stefania Gembalczyk wspiera swoją posługą ośrodek Ramgarh w Indiach, siostra Marcela Deptuła misjonarka Świętej Rodziny opiekuje się trędowatymi w Zambii, dr Helena Pyz leczy chorych na trąd w ośrodku założonym przez polskiego pallotyna o. Adama Wiśniewskiego Jeevodaya w Indiach.

- Wracając na grunt polski, co Fundacja Raoula Follereau w ramach swojej działalności robi w naszym kraju?

- Od 16 lat, we współpracy z Komisją Episkopatu Polski do spraw Misji, organizujemy w Zielonce k. Warszawy Festiwal misyjny „Bóg mnie kocha”, który jest największą cykliczną imprezą misyjną w Polsce. Przy fundacji działa także Misyjne Apostolstwo Niepełnosprawnych Dzieci, poszerzone rok temu o Misyjne Apostolstwo Chorych Dzieci. Dzieci losują misjonarza i składają przyrzeczenie, że będą się za niego modlić i poszerzać swoją wiedzę o kraju, w którym przebywa i o jego zgromadzeniu. To ruch zainicjowany przez moją śp. córkę Anię Szałatę, która od najmłodszych lat jeździła na wózku inwalidzkim. W 2002 roku Ania zginęła na przejściu dla pieszych zostawiając nam wiele cennych pomysłów na aktywność misyjną dzieci na wzór św. Tereski z Lisieux. Organizujemy również co roku obchody Światowego Dnia Chorych i Światowego Dnia Trędowatych. Jesteśmy zaangażowani także w pomoc na Ukrainie, gdzie wspieramy ośrodki pomocy przy parafiach katolickich. Od pięciu lat wspieramy funkcjonowanie Szkoły Katedralnej UO UKSW w Łucku. Jeśli chodzi o Afrykę, to wspieramy ośrodki dla trędowatych, ale również ośrodki dzieci dotkniętych chorobą głodową. Realizujemy m.in. program „Kozy dla Afryki”. W jego ramach dziecko wychodząc z ośrodka dożywiania dostaje kozę, która żywi całą rodzinę.

- Co w tym roku w Polsce złoży się na obchody Światowego Dnia Trędowatych?

- W tym roku zorganizowaliśmy szeroką akcję informacyjną. Niewiele osób wie o tym szczególnym Dniu obchodzonym w Kościele. Akcja ma przypomnieć ludziom, że w najbiedniejszych krajach żyją jeszcze i cierpią ludzie chorzy na zapomnianą chorobę. Przypomnieć, że powinniśmy im pomóc i modlić się zarówno za trędowatych, jak i za niosących im pomoc misjonarzy. To także okazja do wsparcia materialnego dzieła na rzecz trędowatych. Dlatego w ostatnia niedzielę stycznia na całym świecie, przed kościołami. zbierane są pieniądze na ten cel. Do każdej diecezji przekazaliśmy materiały informacyjne. Informacje będą również w mediach. Każdego roku tego dnia jestem w jakiejś parafii, by mówić o trądzie oraz o wielkim, trwającym od wieków dziele Kościoła katolickiego na rzecz opieki nad trędowatymi. W tym roku będzie to parafia w Gołąbkach. Wieczorem wybieram się do Bychawy, gdzie od lat w obchody dnia trędowatych angażuje się miejscowa szkoła i parafia. Każdego roku, po każdej Mszy św. dzieci prezentują w kościele spektakl poświęcony ludziom chorym na trąd i niosących im pomoc misjonarzy.

- Czy tego dnia w Polsce będą organizowane zbiórki na rzecz chorych na trąd?

- Z pewnością będą organizowane zbiórki przez parafie, które każdego roku włączają się w dzieło pomocy chorym na trąd. Pieniądze trafiają na konto Fundacji a następnie za pośrednictwem Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Raoula Follereau z siedzibą w Paryżu trafią tam, gdzie są najpilniejsze potrzeby. Są to środki niezbędne dla utrzymania ośrodków leczniczo-opiekuńczych funkcjonujących dzięki funduszowi Dnia Trędowatych.
Co prawda, podstawowe leki na trąd są bezpłatnie dystrybuowane przez Światową Organizację Zdrowia, ale chorzy wymagają szerokiego, kompleksowego leczenia, co wiąże się z kosztami, na które nie stać chorych pozostających bez wsparcia socjalnego ze strony biednych społeczeństw. Trędowaci wyleczeni z trądu często mają nigdy nie gojące się rany. W wielu wypadkach konieczna jest interwencja chirurgiczna i skomplikowane leczenie neurologiczne. Potrzebna jest rehabilitacja i protezowanie.
Część pieniędzy zebranych w ostatnią niedzielę stycznia trafia na wsparcie koniecznych badań naukowych. W tym roku Międzynarodowa Komisja Medyczna chce zorganizować misje diagnostyki mobilnej, realizowane przez ekipy, które pójdą w głąb lasów tropikalnych, na bezdroża pustyni, do najdalszych wiosek po to, aby szukać tam chorych. Trędowaci często ignorują objawy choroby, bo trąd nie boli. Najpierw wygląda to niegroźnie, pojawiają się plamy na ciele, ale przy braku świadomości, że trzeba natychmiast podjąć leczenie, chorzy trafiają na nie za późno dlatego zostają kalekami na całe życie. Pilotażowy program takich ekip realizowany na Madagaskarze pokazał, że osób chorych na trąd może być nawet 4 razy więcej niż podają oficjalne dane. Konieczne jest też kontynuowanie badań nad opracowaniem mniej skomplikowanej i szybszej terapii. Obecnie trwa ona od 6 do 12 miesięcy i wymaga stałego przyjmowania leków, bo nawet drobne odstępstwa mogą zniweczyć działanie antybiotyków. Nie ma też do tej pory szczepionki na trąd.

- Co mówią dane statystyczne na temat trędowatych?

- Jeszcze w latach 70. szacowano, ze na świecie jest kilkanaście milionów trędowatych. Dziś wiemy dokładnie, że od tamtej pory wyleczono 16 mln osób. Wśród wyleczonych z trądu ponad 4 mln stanowią ludzie ciężko okaleczeni, którzy do końca życia muszą pozostać pod opieką specjalistycznych ośrodków zwanych leprozoriami. Nie wiemy dokładnie ilu aktualnie jest trędowatych na świecie. Wiemy, że każdego roku rejestruje się około 200- 250 tys. nowych przypadków - tyle bowiem osób trafia co roku na leczenie. W ciągu pierwszych piętnastu lat po zastosowaniu skutecznej terapii liczba 16 mln chorych spadła do 0.5 mln a potem do 250 tys. Od kilku lat nie notujemy jednak żadnego postępu, który dawałby nadzieje na całkowite wyeliminowanie tej strasznej choroby. Nie mamy więc złudzenia, że pewnego dnia pozbędziemy się problemu trądu. Trzeba by było zmobilizować wszystkie kraje, wszystkie międzynarodowe organizacje, żeby osiągnąć lepsze rezultaty. Trąd pojawił się nawet w Europie wraz z napływem uchodźców, ale tu, gdzie mamy dostęp do medycyny, nie stanowi on szczególnego zagrożenia.
Problem trądu będziemy mieli tak długo jak długo nie zlikwidujemy trądów moralnych, biedy, niesprawiedliwości społecznej. Dopóki nie wygramy walki z biedą - nie wygramy walki z trądem.

Tagi:
wywiad

U podnóża Tatr po raz 35.

2018-08-28 12:11

Agata Iwanek
Edycja wrocławska 35/2018, str. V

Chłodniejsze poranki i coraz krótsze dni, to znak, że niedługo skończą się studenckie wakacje, ale zanim to nastąpi, dzieje się coś, nad czym ciężko przejść obojętnie. To 35. Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola, który w tym roku będzie trwał od 3 do 16 września. O początkach inicjatywy Agacie Iwanek opowiada Wacław Giermek – szef pierwszego obozu

Agata Iwanek
Wacław Giermek – szef pierwszego obozu w Białym Dunajcu

Agata Iwanek: – Jak wyglądały początki legendarnego dziś obozu w Białym Dunajcu?

Wacław Giermek: – Paradoksalnie pierwszy obóz wcale nie odbył się w Białym Dunajcu. W 1984 r. zorganizowaliśmy go w Małym Cichym, a dopiero każdy następny w Białym Dunajcu. W latach 80. Socjalistyczny Związek Studentów Polskich organizował obozy dla studentów pierwszego roku, w obrębie jednego duszpasterstwa, także odbywały się takie wyjazdy, nie była to może żadna nowość, ale pojawił się pomysł zrealizowania takiej inicjatywy wspólnie, między duszpasterstwami. Studenci chcieli zrobić coś dla innych studentów. Moim macierzystym duszpasterstwem było DA Porcjunkula, czyli Franciszkanie na Kruczej, ale nie ograniczałem się do jednego duszpasterstwa. Związałem się również z Dominikanami i z o. Ludwikiem Wiśniewskim, który był tutaj osobą wiodącą, to on nas popierał.

– Dlaczego Biały Dunajec?

– Małe Ciche było zbyt małe. Początkowo w obozie brało udział kilkadziesiąt osób, łącznie z kadrą ok. 80 studentów, natomiast w kolejnym roku było nas już dwa razy tyle, a w Białym Dunajcu były większe możliwości. To miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Jest pod Zakopanem, więc było taniej, a i komunikacja lepsza. Gospodarze nas zaakceptowali, to wydarzenie się przyjęło, więc po co szukać dalej?

– Biały kiedyś i dziś?

– Przez pierwsze kilka obozów była inna formuła: wynajmowane w wiosce chaty były reprezentowane przez poszczególne uczelnie – zamieszkiwali je ludzie z danej uczelni, ale z innych duszpasterstw, dzięki czemu możliwa była integracja „międzyduszpasterska”. Dzisiaj chaty zamieszkują członkowie tego samego duszpasterstwa. W miarę upływu czasu dołączyły do nas także inne duszpasterstwa akademickie, nie tylko z Wrocławia, ale i z Opola. Zasadniczo obóz cały czas jest dla tych, którzy zaczynają studia, ale jeżeli ktoś jest np. na drugim roku, to też może pojechać, jeśli jeszcze nigdy nie był. Wyjątkowe jest to, że kiedyś dzień na obozie wyglądał mniej więcej tak jak teraz. Rano wyjście w góry, a wieczorem Msza św. My także mieliśmy dzień sportu, festiwal piosenki czy dzień otwartych chat. Jak widać, to weszło w rytm i stało się tradycją. Główny rys nie zmienił się przez lata.

– A jak w czasie stanu wojennego zareklamować obóz akademicki?

– Nie było telefonów, prasy ani żadnej bazy danych, więc do samego procesu rekrutacji wykorzystaliśmy struktury kościelne. Były to ogłoszenia w parafiach. Ogłaszaliśmy Msze św. dla osób zdających na studia i później, na tych Mszach, informowaliśmy o obozie – to była nasza jedyna masowa informacja. I udało się. Ludzie przyszli, zapisali się i pojechali!

– Dlaczego warto pojechać na ten obóz?

– Żeby sprawdzić, czy akurat mi się to podoba. Zawsze można wrócić. Już same góry przyciągają, a niektórzy po raz pierwszy w ogóle jadą w Tatry. Mistyka gór jest niesamowita. Dla gór warto, dla ludzi warto. Poza tym, jak się samemu trafia na studia, to jest ciężko, a jeśli na swojej uczelni zobaczymy kogoś ze starszych studentów, kogoś, do kogo można normalnie podejść i porozmawiać, bo się go zna z obozu, to sprawa już wygląda lepiej. Nie mówiąc o tym, że jest to furtka do duszpasterstwa i faktycznie wielu ludzi tam później trafia. Obóz to jedna z form wejścia w to środowisko. Biały Dunajec otwiera drogę do dwóch źródeł: duszpasterstwa akademickiego i uczelni. Jest po to, żeby nawiązać kontakt z ludźmi o podobnych poglądach. Ja w niedużej grupie na uczelni dopiero po paru latach dowiedziałem się, że koleżanka jest z innego duszpasterstwa, bo w ogóle na ten temat się nie rozmawiało. To było wtedy tabu, tak były te środowiska zamknięte. Dzisiaj jest inaczej i można z tego skorzystać.

Zapraszamy na oficjalną stronę obozu: www.bialydunajec.org

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Ks. Roman B. wydalony ze stanu duchownego i zgromadzenia

2018-09-17 12:13

lk / Poznań (KAI)

Administracyjny proces karny ks. Romana B. zakończył się wydaleniem go ze stanu duchownego. Oddzielny proces dotyczył wydalenia ze zgromadzenia. Roman B. nie jest więc już ani osobą duchowną, ani członkiem Towarzystwa Chrystusowego - poinformował KAI rzecznik chrystusowców ks. Jan Hadalski TChr.

Fotolia.com

W przesłanym KAI oświadczeniu mec. Krzysztof Wyrwa, pełnomocnik Towarzystwa Chrystusowego wyjaśnia: "Na gruncie obowiązujących przepisów prawa w Polsce, nie można przenosić odpowiedzialności za te czyny (w tym cywilnej odszkodowawczej) ze sprawcy na kościelne osoby prawne. Sprawcy tych czynów dopuszczają się ich na własny rachunek i ponoszą osobistą odpowiedzialność przed ofiarami,które skrzywdzili oraz przed prawem".

Dodał przy tym, że w sprawie czynów karalnych, których dopuściły się osoby duchowne, należy podkreślić, że stanowisko Kościoła i podejście prawne nie zmieniły się. "Takie czyny są haniebne i winny być ścigane, a ich sprawcy ukarani" - podkreślił mec. Wyrwa.

Rozprawa odwoławcza odbędzie się w najbliższy czwartek 20 września w poznańskim Sądzie Apelacyjnym. Proces toczy się z wyłączeniem jawności.
Ks. Roman B. został aresztowany w czerwcu 2008 po tym, jak rok wcześniej jego ofiara, małoletnia dziewczynka, opowiedziała o molestowaniu seksualnym, w tym wielokrotnym zgwałceniu przez księdza. Kapłan został skazany w 2009 r. na osiem lat więzienia. Jego obrońcy odwołali się od decyzji sądu i sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia.
Według doniesień medialnych, w sądzie duchowny przyznał się do kilkudziesięciu przestępstw seksualnych, ale zaprzeczył biciu ofiary i planowaniu działań z góry. Sąd podjął wówczas decyzję o zmniejszeniu kary do 4,5 roku leczenia psychiatrycznego na oddziale szpitalnym w zakładzie karnym. W 2010 r. wyrok został złagodzony o pół roku. Ksiądz wyszedł na wolność dwa lata później.
Po wyjściu z więzienia wrócił do zgromadzenia. "Ksiądz Roman od czasu zakończenia odbywania zasądzonej kary więzienia przebywa w domu zakonnym naszego zgromadzenia w Puszczykowie. Jest to dom księży emerytów i ks. Roman pomaga tam starszym współbraciom spełniając codzienne posługi" - informował w styczniu 2017 r. generał chrystusowców ks. Ryszard Głowacki w odpowiedzi na list abp. Stanisława Gądeckiego.
Przełożony chrystusowców zapewniał też w liście, że ks. Roman został zawieszony we wszystkich czynnościach duszpasterskich i tego zakazu przestrzega, nie prowadząc żadnej działalności kapłańskiej w parafiach, nie katechizuje, ani nie ma kontaktu z dziećmi i młodzieżą, a kaplica w Puszczykowie nie jest kaplicą publiczną.
"W Towarzystwie Chrystusowym nie ma absolutnie żadnego przyzwolenia na tego typu działania, bądź ukrywanie czynów przestępczych tak bardzo sprzeniewierzających się powołaniu kapłańskiemu i zakonnemu. Mamy nadzieję, że nigdy więcej taka sytuacja się u nas nie powtórzy" - podkreślił ks. Ryszard Głowacki.
W tym samym liście generał chrystusowców poinformował, że zgodnie z poleceniem Stolicy Apostolskiej, wobec ks. Romana B. został wszczęty kanoniczny proces karno-administracyjny.
KAI zwróciła się z pytaniem do Towarzystwa Chrystusowego o stan procesu. Jak poinformował ks. Jan Hadalski TChr, rzecznik prasowy Towarzystwa Chrystusowego, administracyjny proces karny ks. Romana B. zakończył się wydaleniem go ze stanu duchownego. Dekret wydalający został wystawiony 19 grudnia 2017 r.
Oddzielny proces dotyczył wydalenia ze zgromadzenia - tu dekret wydalający nosi datę 25 czerwca 2018 r. Roman B. nie jest więc już ani osobą duchowną, ani członkiem Towarzystwa Chrystusowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kaja Godek: sygnatariusze "Zatrzymaj aborcję" mają wątpliwości, czy w następnych wyborach poprzeć PiS

2018-09-19 13:56

lk / Warszawa (KAI)

Zdajemy sobie sprawę, że reprezentujemy znaczną część wyborców, którzy głosowali na obecnie rządzącą formację. Rozmawiamy z ludźmi, którzy składali podpisy pod projektem "Zatrzymaj aborcję". Mają oni wątpliwości, czy w kolejnych wyborach będą mogli oddać głos na tę samą partię - powiedziała Kaja Godek podczas konferencji zorganizowanej w środę przez środowiska pro-life w Centrum Prasowym PAP w Warszawie.

Magdalena Kowalewska

W trakcie konferencji jej organizatorzy - Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny - przedstawili m.in. klasyfikację państw świata pod względem ochrony prawnej życia człowieka na prenatalnym etapie rozwoju.

Polska została w tym raporcie sklasyfikowana na 127. miejscu. Tylko 69 państw posiada przepisy słabiej chroniące życie niż Polska. Natomiast w 59 krajach obowiązuje prawo zapewniające pełną ochronę ludzkiego życia. Żyje w nich 40 proc. światowej populacji. Te dane, zdaniem środowisk pro-life, przeczą mitom, jakoby w Polsce dobrze chronione było życie nienarodzonych.

W trakcie konferencji poruszono kwestię procedowania nad złożonym w Sejmie projektem "Zatrzymaj aborcję".

Podkomisja ds. procedowania nad obywatelskim projektem "Zatrzymaj aborcję" została powołana 2 lipca i od tego czasu nie odbyła jeszcze ani jednego posiedzenia. W skład podkomisji weszło dziewięciu posłów: pięciu z PiS, dwóch z PO oraz po jednym z Nowoczesnej i Kukiz`15.

W środę 12 września przewodniczący podkomisji poseł Grzegorz Matusiak (PiS) powiedział KAI, że data rozpoczęcia prac nad projektem wciąż nie została ustalona.

"Chcemy [się zebrać] jak najszybciej, tym bardziej, że mamy bardzo dużo innych obowiązków, a to jest jeden z priorytetów. Staram się to w jakiś sposób zorganizować. Ja działam" - zapewnił Matusiak.

Podczas środowej konferencji w PAP po raz kolejny do opieszałości posłów odniosła się Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję".

"Projekt zawiera tylko 115 słów, tutaj tak naprawdę nie ma czego badać. Można sprawdzać, jaką czcionką jest napisany, albo czy są poprawnie wstawione przecinki" - stwierdziła Kaja Godek.

W opinii Godek, projekt najpierw przez kilka miesięcy blokowała przewodnicząca komisji polityki społecznej i rodziny Bożena Borys-Szopa, a potem poseł Grzegorz Matusiak. - Skutkiem tego jest śmierć trójki dzieci dziennie i to jest krwawe żniwo tych zaniechań - dodała.

Przypomniała, że uzasadnienie do projektu ustawy zawiera skutki społeczne jej uchwalenia. - Piszemy, że ten projekt czyni Polskę krajem bardziej ludzkim; że znosi niekonsekwencje, gdzie dzieci zdrowe są objęte ochroną, a dzieci chore nie - mówiła Kaja Godek.

Skutkiem zaś niewprowadzenia do tej pory ustawy - powiedziała - jest śmierć 877 dzieci. - To są ludzie, którzy mogli się urodzić, nie musieli umierać. Umarli ze względu na zaniechania polityków - dodała Godek.

Kaja Godek nawiązała do przedwyborczych deklaracji polityków PiS i ich programu z 2014 r., w którym zapewniali, że partia ta opowiada się za ochroną życia i sprzeciwia się aborcji.

"To nie jest tak, że my wymyśliliśmy sobie, że obecnie rządzący politycy muszą to zrobić. Wzięliśmy na serio obietnice zawarte w programie i w wypowiedziach różnych wysoko postawionych polityków tej partii, którzy mówili, że aborcja eugeniczna jest czystym złem" - przypomniała pełnomocniczka Komitetu "Zatrzymaj aborcję".

"W tej chwili mamy Sejm i Senat, w których Zjednoczona Prawica ma większość. Mamy prezydenta wywodzącego się z ZP, deklarującego, że tę ustawę podpisze. Nie ma żadnego powodu, aby tej ustawy nie procedować" - stwierdziła Kaja Godek.

Jak powiedziała, jest niezrozumiałe, dlaczego tak wiele reform od początku kadencji zostało przeprowadzonych pomimo presji medialnej, protestów ulicznych i nacisków instytucji europejskich, a "rzecz tak podstawowa jak ochrona dzieci jest odkładana na nie wiadomo kiedy".

Kaja Godek podkreśliła też, że "Zatrzymaj aborcję" ma poparcie Konferencji Episkopatu Polski, jest jedyną inicjatywą wymienioną z nazwy w biskupich komunikatach.

"Kościół staje po stronie życia, ale po tej stronie ma obowiązek stanąć każdy, kto kieruje się zdrowym rozsądkiem" - powiedziała Kaja Godek.

Pełnomocniczka "Zatrzymaj aborcję" przypomniała też o staraniach o spotkanie przedstawicieli Komitetu z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i przewodniczącym klubu parlamentarnego PiS Ryszardem Terleckim. Wystosowali w tej sprawie pismo, ale do tej pory nie uzyskali na nie odpowiedzi.

"Zdajemy sobie sprawę, że reprezentujemy znaczną część opinii publicznej w Polsce i wyborców, którzy głosowali na obecnie rządzącą formację. Rozmawiamy z ludźmi, którzy składali podpisy [pod projektem "Zatrzymaj aborcję" - KAI]. Mają oni wątpliwości, czy w kolejnych wyborach będą mogli oddać głos na tę samą partię" - powiedziała Kaja Godek.

Dodała, że osobom tym podoba się wiele dokonań obecnie sprawujących władzę, jednak dla nich istotne jest także zwiększenie prawnej ochrony życia nienarodzonych. - Mówią: zrobiono wiele, ale nie zrobiono tej jednej rzeczy. Nie ma powodu, aby nie wprowadzać ochrony życia. W kolejnych wyborach, nawet biorąc pod uwagę inne dokonania, będę patrzył na ochronę życia i moje sumienie nie pozwoli mi znowu zagłosować na PiS - dodała Godek.

"Zatrzymaj aborcję" jest obywatelską inicjatywą ustawodawczą zgłoszoną przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej o tej samej nazwie. Projekt został złożony w Sejmie 30 listopada ub. roku. Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pod projektem podpisało się ponad 830 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem