Reklama

Młodzi dla środowiska

Jesteśmy Napełnieni Duchem Świętym

Nasze myśli zna tylko Bóg

2018-08-08 10:23

Ks. Zbigniew Suchy
Edycja przemyska 32/2018, str. VI

Archiwum autora
Ks. prof. Marian Rajchel

Z ks. prof. prał. Marianem Rajchlem, archidiecezjalnym egzorcystą, rozmawia ks. Zbigniew Suchy (cz. 1).

Ks. Zbigniew Suchy: – Tradycyjnie, na początku spotkań w tej rubryce proszę moich rozmówców o przybliżenie swojego curriculum vitae.

Ks. prof. prał. Marian Rajchel: – Urodziłem się 25 września 1937 r. w Iwoniczu Zdroju. Tam też, w czasie okupacji, rozpocząłem naukę w szkole podstawowej, którą kontynuowałem w Kostarowcach, a później w Sanoku. Z jedenastoklasowej szkoły w Sanoku wyrzucono mnie w dziesiątej klasie za niepoprawność polityczną. Do matury uczyłem się korespondencyjnie i zdałem ją w Krośnie. W 1955 r. wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Po święceniach kapłańskich, które przyjąłem z rąk bp. Bardy w 1961 r., rozpocząłem studia z psychologii na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie. Jako wikary pracowałem w Babicach nad Sanem, w parafii Jasło Fara oraz w Radymnie. Równocześnie zacząłem wykładać psychologię w przemyskim seminarium. W 1968 r. zostałem proboszczem w Malcach. Później posługiwałem w parafii Łańcut Fara. W 1975 r. otrzymałem zadanie organizacji parafii przy ul. 3 Maja w Jarosławiu, gdzie wybudowaliśmy najpierw drewniany, a później murowany kościół, który został poświęcony w 1984 r. W 1993 r. założyłem tam rozgłośnię „AVE Maria”, z którą, pięć lat później, przeniosłem się do Jarosławskiego Opactwa. Od 2000 r. pełnię funkcję egzorcysty.

– Chciałbym najpierw trochę ośmielić naszych Czytelników. Kiedyś, będąc w Częstochowie, trafiłem na światowy zjazd egzorcystów. Trochę speszony, uciekłem za balaski i tam czekałem na apel. Uspokoiłem się jednak, kiedy zauważyłem, że podczas apelu jeden z egzorcystów zaczął drzemać. Pomyślałem: to jednak normalni ludzie. Jak to jest z tymi egzorcystami?

– Myślę, że faktycznie jesteśmy trochę okryci tajemnicą, a to nie wychodzi na zdrowie nikomu. Każdy ksiądz ma w sobie moc wyrzucania złego ducha, ona jest we władzy kapłańskiej, a zastrzeżona jest biskupowi, tzn. może to robić ten, którego biskup wyznaczy i któremu pozwoli prowadzić te modlitwy. Nie potrzeba do tego odrębnych święceń ani szkolenia, wystarczy mieć ducha wiary i trochę odwagi, żeby się nie bać, bo zły duch wyczuwa każdy lęk. Nic nadzwyczajnego tu nie ma. Nieraz mnie ludzie pytają, czy widziałem demona. Nie, nie miałem wizji demona. Ludzie opętani widzą demony, ale mają też piękne wizje: widzą Pana Jezusa, Matkę Bożą, świętych, bo dla nich jest to konieczne. Mają za dużo wiadomości o złu, a za mało wiadomości o dobru, więc – tak sobie to tłumaczę – Pan Bóg daje im takie piękne wizje, żeby się nie bali i zaufali Mu. Ja nie miałem takich wizji. Kiedyś demon powiedział mi przez osobę opętaną: „Ona tu jest. Ona jest na każdym egzorcyzmie. Wiesz o tym?”. No, nie wiedziałem, choć miałem taką nadzieję. Jeśli jest Matka Boża, to jest to dzieło Boże. To jest tak samo jak przy sakramencie pojednania. Dlaczego nikt się nie dziwi, że ksiądz ma władzę odpuszczania grzechów? To jest niesamowita moc. Dlaczego nikt się nie dziwi, że ksiądz może przemieniać chleb w Ciało, a wino w Krew Jezusa? To jest o wiele większa moc niż moc egzorcysty. Ale do tego już się przyzwyczailiśmy. Egzorcyzmy to normalna praca duszpasterska. Sam nigdy bym nie wpadł na to, żeby się zająć egzorcyzmami. Wciągnął mnie śp. ks. Wójtowicz, który szukał pomocnika i w jakiś sposób trafił na mnie, a ja nie umiałem się wykręcić.

– Powiedział Ksiądz, że opętani mają nadmierną wiedzę o złu, a nie mają wiedzy o dobru. Każde zdobywanie wiedzy kosztuje pewien wysiłek. Czy to nie jest podstęp szatana, że wiedza o złu przychodzi łatwo?

– Tak, on chce nas przekonać, że w świecie jest tylko zło, że zło dominuje i rządzi. Chce zająć miejsce Boga w wyobraźni człowieka. Będzie więc na każdym kroku przekonywał, że on jest wszędzie, że on wszystko wie. Nieprawda, on nie zna naszych myśli, zna tylko te myśli, które sam nam podsuwa, czyli pokusy. Nasze myśli zna tylko Pan Bóg.

– Zdarza się, że jako spowiednik spotykam się z osobami, które myślami wracają ciągle do swoich starych grzechów, które zostały już odpuszczone. Zachęcam wtedy, żeby już się tym nie zajmować, bo szatan to wykorzystuje.

– Słusznie. Grzech odpuszczony nie jest już narzędziem w ręku szatana, natomiast nasz strach, wątpienie w to wybaczenie może być dla niego narzędziem. Powracanie do przebaczonych grzechów jest błędem.

Tagi:
wywiad

Lubię oddawać siebie

2019-01-16 11:02

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 54-57

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i... o babci

Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

KAMIL BEDNAREK: – To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Ulubiona ballada Jana Karskiego dla Pawła Adamowicza

2030-01-16 16:21

Towarzystwo Jana Karskiego

Wzruszającym finałem hołdu złożonego przez gdańszczan swemu zamordowanemu Prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi przed Pomnikiem Neptuna była ballada „The Sound of Silence” duetu Simon&Garfunkel w wokalnym wykonaniu zespołu Disturbed. O tym, jak głośno może krzyczeć cisza.

wikipedia.org

Zastanawiając się jaka puenta muzyczna puenta mogłaby towarzyszyć przyznanej Pawłowi Adamowiczowi Nagrodzie Orła Jana Karskiego, nie przychodzi na myśl nic innego jak ulubiona ballada Profesora Karskiego „Across the Borderline” śpiewana przez Willie Nelsona.

Rzecz o przekraczaniu granicy, za którą ma być szczęście, ale można też stracić więcej niż się ma.

Mimo wszystko trzeba próbować.

Niech towarzyszy w ostatniej drodze Pawłowi Adamowiczowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Inną drogą udali się z powrotem

2019-01-19 22:06

A.Cz.

Kiedy zastanawiamy się nad wędrówką Trzech Króli, myślimy przede wszystkim o gwieździe, która ich prowadziła, o spotkaniu z przebiegłym Herodem i darach, jakie wcielony Bóg otrzymał od przybyłych z daleka podróżników. Mamy świadomość, iż złoto, kadzidło i mirra stanowią antycypację losu Jezusa i już w chwilę po narodzinach określają jego przeznaczenie. Wiemy, jak potoczy się dalej historia życia Zbawcy.

www.pl.wikipedia.org
Podróż Magów, James Tissot.
Zobacz

Scena pokłonu Trzech Króli fascynowała wielu malarzy. Zapewne dlatego, że wielkim artystycznym wyzwaniem są odmienna, egzotyczna uroda podróżników, nieznane zwierzęta, na których jechali, wymyślne nakrycia głów dostojników, długie kolorowe płaszcze uszyte z ciężkich tkanin, przy królewskich pokłonach układające się w skomplikowane struktury i wymyślnie udrapowane figury. Albrecht Dürer, Sandro Botticelli, Leonardo da Vinci, Giovanni di Paolo, Fra Angelico, El Greco… Ranga wymienionych malarzy najlepiej świadczy o popularności tematu i nieodpartej chęci przedstawienia go w swoisty, oryginalny sposób. We wszystkich ikonograficznych prezentacjach historii podróży wschodnich władców centralne miejsce zajmuje pokłon Trzech Króli.

Fragment Ewangelii św. Mateusza (2, 1-12) dużo uwagi poświęca spotkaniu Mędrców z Herodem i roli gwiazdy w ich podróży. Autor relacjonuje także spotkanie wędrowców z Bogiem, dary, jakie składają Dzieciątku. Mało uwagi poświęca temu, co nastąpiło po spotkaniu Magów z Dzieciątkiem. Św. Mateusz pisze tylko, że Królowie “inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju”. Oczywiste jest, że zmiana trasy odbyła się po ingerencji Anioła i z troski o bezpieczeństwo małego Jezusa. Ale co po drodze przeżywali Królowie? Jak zmieniło się ich życie? Przysłowie mówi, że “podróże kształcą”. Jaką naukę wynieśli władcy ze spotkania z Nowonarodzonym?

Na te pytania daje odpowiedź amerykański poeta mieszkający w Wielkiej Brytanii, laureat Nagrody Nobla z 1948 roku, Thomas S. Eliot, w swoim wierszu Podróż Trzech Króli. Napisany w 1927 roku utwór możemy czytać po polsku dzięki przekładom Józefa Czechowicza (najwcześniejszy, z 1938 roku), Jerzego Pietrkiewicza i Antoniego Libery. Przyjmuje się, że wiersz stanowi wyraz przełomu duchowego autora, jest figurą jego nawrócenia i włączenia do wspólnoty kościoła anglikańskiego. Eliot opowiada dzieje wyprawy Trzech Króli – trudy wędrówki, zmaganie się ludzi i zwierząt z nieprzychylnym klimatem, poczuciem wyobcowania, trudnościami z aprowizacją, głodem i zniechęceniem. Przybywający z bogatych, ciepłych krain wędrowcy musieli pokonać nie tylko zmęczenie, ale i własny głos rozsądku, kierujący ich z niebezpiecznej drogi z powrotem do domu.

Można powiedzieć, że wierszowi Trzej Królowie podążali ku Jezusowi po znakach, które w przyszłości miały się wypełnić treścią Chrystusowej biografii. Pisze Eliot:

“Stanęliśmy przed gospodą porosłą liśćmi wina;

W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki,

Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie.

Nikt jednak tam nic nie wiedział; ruszyliśmy więc dalej

I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,

Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe. “

Przedstawiona gra w kości, w której wygraną są srebrniki jest wyraźnym sygnałem zdrady Judasza. My już wiemy, że ma ona nastąpić w trzydzieści trzy lata po podróży Trzech Króli. Potrącane pod stołem puste bukłaki po winie są oczywistą prezentacją stanu świadomości grających – biblijne stare zbiorniki tutaj nie zostały napełnione nową treścią, dlatego też, jak pisze poeta, “nikt jednak tam nic nie wiedział”.

Sens wędrówki Magów nie polega na ich geście złożenia darów. Złoto, kadzidło i mirra znaczą dopiero w perspektywie życia Chrystusa i jego męki. Podobnie mijani po drodze ludzie w gospodzie też nie wiedzą – ich srebrniki nie ważą jeszcze tyle, co zdrada, a bukłaki są zwykłymi przedmiotami. Przed spotkaniem z Bogiem wędrowcy pozostają nieświadomi. Dopiero droga powrotna naznacza sensem całą ich, wydawałoby się, nierozsądną wyprawę. Pisze Eliot:

“Pamiętam, było to dawno;

Dziś bym postąpiłbym tak samo, tylko trzeba zapytać

Trzeba zapytać

O to: czy cała ta droga nas wiodła

Do Narodzin czy Śmierci? Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,

Mieliśmy na to dowody. Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,

I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny

Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.

Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,

Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,

Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.

Rad byłbym innej śmierci.”

Powrót do domu oznacza więc całkowitą, radykalną zmianę świadomości. Trasa, w Biblii uzasadniona poleceniem Anioła, jest inna, bo podróżują nią inni ludzie. Narodziny Chrystusa stały się dla wędrowców śmiercią, konaniem. Podczas drogi do Betlejem umarło stare ja, nowy człowiek nie mieści się już w pozostawionym niegdyś, ciepłym i wygodnym świecie. Spotkanie z prawdziwym Bogiem przekreśla sens całego dotychczasowego życia Trzech Króli. I sprawia, że dopiero teraz poznają prawdziwą wartość swojej egzystencji. Cena tej wiedzy już nie jest ważna. “Dziś postąpiłbym tak samo” – mówi po zakończeniu trudów wędrówki jeden z nich, odnowiony człowiek.

Czy Boże Narodzenie odnowiło także nas? Czy oddany przez nas nie tak dawno pokłon przed Dzieciątkiem w stajence pozostał tylko pustym, rytualnym gestem?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem