Reklama

Tadeusz Birecki – człowiek niezłomny

2018-06-20 08:09

Adam Grymuza
Edycja przemyska 25/2018, str. IV

Zdjęcia: Archiwum parafii

Krótki życiorys na tle historii obrazów z wizerunkiem Matki Bożej Kozielskiej

Pantalowice, urocza miejscowość położona na Ziemi Kańczudzkiej. Proboszczem tutejszej parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny od 12 lat jest ks. Krzysztof Pichur. Ten kapłan jest inicjatorem wielu przedsięwzięć o charakterze religijnym, kulturalnym i historycznym. Jego staraniem w pantalowickim kościele eksponowane są dwa niezwykłe obrazy. Jeden z nich jest kopią obrazu Matki Bożej Zwycięskiej z Kozielska, który w roku 2012 został ofiarowany abp. Józefowi Michalikowi. Na jego odwrocie widnieje odręczny napis: „Kopia obrazu Matki Bożej Kozielskiej – Zwycięskiej z kościoła pw. Andrzeja Boboli w Londynie. Dar dla J.E. Abp. Józefa Michalika, jako pamiątka konsekracji kościoła i zakończenia Jubileuszu 50-lecia Parafii. Londyn 16.12.2012”.

Drugi obraz przedstawia Chrystusa Miłosiernego. Do Pantalowic obraz przywędrował jako dar Tadeusza Bireckiego. Umieszczony na nim napis głosi: „Mojemu kościołowi parafialnemu w Pantalowicach na pamiątkę pobytu w Ziemi Świętej i Libanie w latach 1942-1947. Tadeusz Birecki”.

Historia tych obrazów ściśle związana jest z wybitnym pantalowickim rodakiem Tadeuszem Bireckim. Na frontonie kościoła umieszczono tablicę upamiętniającą tego wybitnego pantalowiczanina. Czytamy na niej m.in.: „Dom rodzinny wszczepił mu wiarę w Pana Boga i cześć do Matki Boskiej. Dowódca żandarmerii I Brygady Legionów. Kochający mąż i ojciec. Komendant i założyciel Szkoły Policji Państwowej w Wilnie. Założyciel Drukarni «Michalineum» w Miejscu Piastowym. Długoletni dyrektor Caritas w Wilnie. Redaktor i wydawca religijno-patriotycznych pism i książek. Założyciel i sekretarz generalny Instytutu Niepokalanej Królowej Polski «Marianum», które z czasem przekształciło się w Towarzystwo Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej z siedzibą w Wilnie. Założyciel Zgromadzenia Sióstr Matki Miłosierdzia w Wilnie. Jeniec Kalwarii na Litwie, później Kozielska II, gdzie założył Koło Religijno-Rycerskie wśród oficerów. Żołnierz Armii gen. Andersa. Inicjator, pomysłodawca i fundator obrazu Matki Boskiej Zwycięskiej w obozie w Kozielsku autorstwa Michała Siemiradzkiego, płaskorzeźby Tadeusza Zielińskiego i obrazu Miłosierdzia Bożego do «kościółka» w Pantalowicach, jako wotum za szczęśliwy pobyt w Libanie i Ziemi Świętej. Obydwa wizerunki Matki Bożej opuściły sowiecką «nieludzką ziemię». Płaskorzeźba stała się przedmiotem powszechnego kultu Wojska Polskiego i towarzyszyła 2. Korpusowi przez wszystkie szlaki bojowe. Między innymi przed płaskorzeźbą Matki Boskiej Zwycięskiej modlili się żołnierze przed bitwą o Monte Cassino”.

Reklama

W kościele w Pantalowicach gościł dr Jan Musiał, który dla licznie zgromadzonych wiernych i miłośników pantalowickiej historii wygłosił wykład poświęcony działalności Tadeusza Bireckiego.

Tadeusz Birecki urodził się 12 października 1894 r. w Pantalowicach. Syn Kazimierza Rzepy i Wiktorii Rząsa. (Tadeusz nazwisko zmienił w późniejszym czasie). Od najmłodszych lat wychowywany był w głębokim przywiązaniu do wiary i ojczyzny. We wczesnym dzieciństwie został cudownie uzdrowiony z grożącej mu ślepoty. Stało się to za przyczyną Matki Bożej Pantalowickiej. W swojej rodzinnej miejscowości założył Instytut „Marianum” Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej. Z tej wiejskiej parafii Instytut przeniósł w roku 1930 do Wilna, gdzie jego działalność zatwierdził abp Romuald Jałbrzykowski. Do wybuchu II wojny światowej Instytut „Marianum” znacznie rozwinął swoją działalność, znajdując dla siebie miejsce przy kościele św. Rafała. W latach 1935-39 T. Birecki pełnił funkcję sekretarza generalnego Instytutu. Wówczas to zwrócił się do kilku artystów z prośbą o wykonanie obrazu z wizerunkiem Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej, która była patronką „Marianum”. Jak się później okazało powstał nie jeden, ale dwa bliźniaczo podobne obrazy. Stało się to już w innych okolicznościach i poza granicami Polski.

Po wkroczeniu do Wilna wojsk bolszewickich szybko zniszczono dzieło Instytutu. T. Birecki wraz z wieloma patriotami internowany był w obozie w Kalwarii (Litwa), a następnie umieszczony został w Kozielsku. Tutaj został członkiem zwierzchności Koła Religijno-Rycerskiego „Marianum”. W dalszym ciągu towarzyszyła mu myśl wykonania obrazu z wizerunkiem Matki Najświętszej. Ze względu na ustawiczną kontrolę NKWD starania te musiały być podejmowane w największej tajemnicy. Plany związane z powstaniem obrazu Tadeusz konsultował z kpt. Walerianem Charkiewiczem. W kozielskiej cerkwi odkryli fresk z wizerunkiem żyrowickiej Madonny. Dla obydwu był to jednoznaczny znak, by nie ustawać w planach namalowania obrazu. O wykonanie tego dzieła zwrócili się w 1940 r do artysty malarza por. Michała Siemiradzkiego i jego bratanka, Henryka Siemiradzkiego. Z wielkim trudem znaleziono kawałek deski lipowej, którą przekazano artystom. Pierwowzorami do obrazu były wizerunki Matki Bożej Ostrobramskiej i Madonny Żyrowickiej. M. Siemiradzki nad swym dziełem pracował jedynie wtedy, gdy nikogo nie było w celi, z obawy przed zadenuncjowaniem do NKWD. W Wielką Sobotę 1941 r. obraz został poświęcony. Na prośbę T. Bireckiego por. Mieczysław Gulin wykonał z drewna gruszki oryginalne korony dla Madonny i Dzieciątka.

Z końcem sierpnia 1940 r. do Kozielska przywieziony został młody rzeźbiarz pchor. Tadeusz Zieliński. Tadeusz Birecki zaproponował mu wykonanie w desce lipowej płaskorzeźby z wizerunkiem Matki Bożej Zwycięskiej. Zamówienie zostało przyjęte po dostarczeniu odpowiednich materiałów. Ukończona płaskorzeźba została uroczyście poświęcona przez ks. Nikodema Dubrawkę.

Pierwsza obóz w Kozielsku opuściła Madonna autorstwa Siemiradzkiego. Było to w czerwcu 1941 r. Przebyła wraz z wojskiem długą drogę, by w końcu dotrzeć do Kolegium „Marianum” w Jerozolimie, przywieziona przez kapelana artylerii ks. Pawła Sargiewicza. 2 grudnia 1943 r. obraz zainstalowany został na ołtarzu Matki Bożej Kalwaryjskiej na Golgocie w Jerozolimie. Od tego czasu obraz odbył wiele pielgrzymek i był intronizowany. W lipcu 1947 r. Tadeusz Birecki przeniósł obraz do klasztoru Sióstr Sakramentek Reparatryczek przy Nowej Bramie w Jerozolimie. Trwała wówczas wojna arabsko-żydowska. Żeby nie narażać obrazu wysłał go do Egiptu, skąd wraz oddziałami polskich wojsk przewieziony został do Wielkiej Brytanii.

Płaskorzeźba autorstwa T. Zielińskiego opuściła Kozielsk w czerwcu 1941 r., jako dno walizki płk. Kosiby. W ten sposób znalazła się w Griazowcu. Nikt z przybyłych do tej miejscowości nie spodziewał się, że już w święto Matki Bożej Pocieszenia będą wolni. Marianiści wybudowali ołtarz polowy na łące, na którym T. Zieliński ustawił obraz Hetmanki. Odbyła się pierwsza Msza św. przed wizerunkiem Madonny, w której uczestniczyli wszyscy, już wolni, tułacze sowieckich obozów, stanowiący kadrę Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem gen. Andersa. Z Griazowa płk Kosiba przewiózł płaskorzeźbę do Moskwy, gdzie formował się sztab Wojska Polskiego. Na prośbę T. Bireckiego została ona zaintronizowana na czas wojny jako obraz obozowy Wojska Polskiego. Przed obliczem Madonny poświęcono drukarnię polową Polskich Sił Zbrojnych, której pierwszym wydawnictwem był „Orzeł Biały”. Następnie obraz przebył długą drogę, by w końcu trafić do Jerozolimy. Umieszczony został w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Następnie trafił do Sztabu 2. Korpusu, z którym przewieziony został do Włoch, towarzysząc żołnierzom m.in. w walkach pod Monte Cassino. Z 2. Korpusem obraz wyjechał do Anglii, gdzie staraniem rektora Instytutu „Marianum”, ks. dziekana 5. Dywizji Kresowej Wiktora Judyckiego. Madonna Rycerska Marianistów z Kozielska trafiła do kaplicy polskiej w Brompton Oratory w Londynie.

Przez cały szlak wędrówek obrazów kozielskich towarzyszyła im postać Tadeusza Bireckiego, który z różańcem w ręku zmarł 10 listopada 1966 r. Pochowany jest na cmentarzu w Brighton.

Tagi:
sylwetka Tadeusz Birecki

Reklama

Multiinstrumentalista z Muchoboru Małego

2019-02-20 11:36

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 8/2019, str. VIII

Anna Majowicz
Roman Wajler

Grał na wielu instrumentach: akordeonie, gitarze, pianinie, skrzypcach, trąbce..., ale to organy obdarzył największą miłością. To na nich, od ponad 35 lat gra w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy na wrocławskim Muchoborze Małym. Roman Wajler – bohater dzisiejszego odcinka

Dwie miłości – muzyka i sport

Przygoda z muzyką Romana Wajlera rozpoczęła się już w Szczebrzeszynie, skąd pochodzi. Tam ukończył Państwowe Ognisko Muzyczne. – W szkole wykładał prof. Stanisław Bryk, który jednocześnie dyrygował orkiestrze w Liceum Pedagogicznym. Kiedyś poprosił mnie, abym wspomógł orkiestrę na konkursie w Lublinie. Brakowało mu trębacza, akordeonisty i ksylofonisty. Miałem doświadczenie gry na akordeonie, ale nie grałem wcześniej na pozostałych dwóch instrumentach – wspomina. To nie jedyny problem, z którym nasz bohater musiał się zmierzyć. – Nie byłem uczniem tego liceum, a w Przeglądzie Orkiestr mogli wziąć udział tylko uczniowie. Profesor wysłał mnie do dyrektora placówki, który przyjął mnie do szkoły. Tak stałem się licealistą – dodaje z uśmiechem. Dzięki zaangażowaniu i pracy Roman Wajler w krótkim czasie nauczył się gry na instrumentach i wystąpił z orkiestrą w Muszli Koncertowej Lublinie. Ich występ bisowano 10 razy!

Poza muzyką nasz bohater uwielbia sport. Po ukończeniu liceum wybrał studia w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego we Wrocławiu (dzisiejsza Akademia Wychowania Fizycznego). Studia okazały się „strzałem w dziesiątkę” bo dzięki nim poznał ukochaną żonę Elżbietę. – Poznaliśmy się w 1963 r. na obozie zimowym w Karpaczu, gdzie realizowaliśmy program nauki jazdy na nartach – wyznaje. Dwa lata później para pobrała się i dziś poszczycić się może 54-letnim stażem małżeńskim. Małżonkowie doczekali się dwojga dzieci, czworga wnuków oraz prawnuczki.

Człowiek orkiestra

Po ukończeniu studiów małżonkowie zamieszali na wrocławskim Muchoborze Małym. Przez pierwsze dwa lata pan Roman pracował jako wuefista w Szkole Podstawowej nr 38, a kolejnych prawie 30 lat bliżej domu – w Szkole Podstawowej nr 28. Ponieważ zarobki nauczycieli nie należały do najlepszych, nasz bohater dorabiał w kilku innych miejscach. – Z prof. Mrozem, który był choreografem w Operze Wrocławskiej, prowadziliśmy szkółki taneczne w domach kultury: na Nowym Dworze i w Leśnicy. Dodatkowo z nim i z inspektorem orkiestry, który również pracował w Operze, prowadziliśmy Zespół Pieśni i Tańca w Trzebnicy. Byłem też akompaniatorem w sekcji muzycznej kobiet w klubie Odra Wrocław. Jednocześnie jako instruktor zapaśnictwa prowadziłem przy szkole szkółkę zapaśniczą – zaznacza.

Wszystko zmieniło się w 1982 r., kiedy córka pana Romana przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej. – Pamiętam jak Sylwia wróciła z próby i przekazała mi informację o braku organisty. Postanowiłem spróbować. Udałem się do proboszcza (śp. Franciszka Skorusy), z prośbą o zezwolenie na próby. Zgodził się i tak zaczęła się moja przygoda. Po raz pierwszy zagrałem na Pasterce w 1982 r. – wspomina.

Praca organisty w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy pozwoliła naszemu bohaterowi na porzucenie dodatkowych zajęć. W listopadzie 1996 r. zaproponowano mu pracę organisty na Cmentarzu Osobowickim. Pogrzeby obsługuje do dnia dzisiejszego, ale już nie na Osobowicach, a na Cmentarzu Grabiszyńskim.

Za wieloletnią posługę organisty abp Józef Kupny odznaczył Romana Wajlera Medalem św. Jadwigi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: potrzebna jest kontrrewolucja katolicka

2019-03-21 11:36

Joanna Folfasińska/ Archidiecezja Krakowska / Kraków (KAI)

Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeśli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. Nie możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi. Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy - powiedział abp Marek Jędraszewski w Krakowie podczas konferencji „Bitwa o odpowiedzialność”, zorganizowanej przez wspólnotę Mężczyźni św. Józefa.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Na początku metropolita krakowski postawił tezę, że walka o odpowiedzialność jest równocześnie batalią o człowieczeństwo. Wyjaśnił, że swój wykład oparł o przemyślenia współczesnego francuskiego myśliciela żydowskiego pochodzenia Emmanuela Levinasa.

Hierarcha krótko przedstawił jego biografię i podkreślił, że jego filozofia wyrosła z pytania: czy my, Żydzi, możemy jeszcze po doświadczeniach Auschwitz, filozofować? – Odpowiedź dla wielu była prosta – „nie!” (…) Holokaust był obrazą ludzkiego rozumu i kompromitacją. Uważano, że po Auschwitz nie ma miejsca dla filozofii. Część, a wśród nich Levinas, twierdziła jednak, że tym bardziej trzeba - argumentował abp Jędraszewski.

Levinas próbował zrozumieć, dlaczego doszło do Holokaustu i dlaczego odpowiedzialni są za niego Niemcy – naród wybitnych poetów i filozofów? W swoich rozważaniach zwrócił uwagę na obojętność Kaina, który po zabójstwie Abla bezczelnie odpowiedział Stwórcy, że nie jest stróżem swojego brata. Odpowiedzialność za drugiego człowieka stała się centralnym punktem dwóch dzieł Levinasa: „Całość i nieskończoność” i „Inaczej niż być lub ponad istotą”. W pierwszym z nich, filozof skupił się na doświadczeniu „twarzy” innej osoby.

– Jest jakaś potęga w ludzkim spojrzeniu, która wskazuje na siłę zakazu moralnego: nie możesz mnie zabić, okazać wobec mnie przemocy. Relacja między „mną” a drugim człowiekiem nie jest symetryczna. Jeżeli ten drugi, z którym się spotykam i którego twarz widzę, mówi mi: „tobie nie wolno”, to po pierwsze on mnie uczy mojej wolności. Nie jest ona dowolnością, kaprysem, ale ma reguły (…) Ten drugi jawi się jako mistrz i nauczyciel, ktoś, kto mnie uczy mojego człowieczeństwa - powiedział hierarcha.

Człowiek ma własne sumienie i już w nim jest rozliczany ze swoich uczynków. Odpowiedzialność to odpowiedź na słowa drugiego człowieka. Jednakże, we wzroku drugiego człowieka można odszukać również prośbę o pomoc, na którą bezwzględnie należy odpowiedzieć. – Odpowiadam na wołanie. Jestem odpowiedzialny, to znaczy czuję, że jestem wezwany do dobra, nie uchylam się przed nim, niekiedy nawet za cenę własnego poświęcenia - mówił arcybiskup.

Drugie dzieło – „Inaczej niż być lub ponad istotą” pogłębia koncepcję odpowiedzialności. Levinas wyjaśnił w nim, że odpowiedzialność człowieka jest wrodzona. Centralną figurą dzieła jest postać cierpiącego Sługi Jahwe, który wziął na siebie odpowiedzialność za grzechy ludzkości. – Odpowiedzialność to inne imię człowieczeństwa. Obojętność to postawa Kaina, rezygnacja z ludzkiego powołania - przypomniał hierarcha.

Arcybiskup wspomniał potem o rewolucji 1968 roku, która zburzyła europejski porządek moralny i zakwestionowała zasadność Dekalogu. – Całkowita wolność. Wszystko skoncentrowane na własnym „ja”. Inny się nie liczy. To było przesłanie rewolucji ’68 - mówił.

Jak dodał, rok ’68 był czasem szczególnej dyskusji o człowieku i odpowiedzialności. - Rewolucja ’68 mówi: ja mam siebie realizować! Levinas mówi, że człowiek realizuje się, będąc odpowiedzialny za drugiego człowieka, przede wszystkim za jego życie. Wojtyła mówi: ja jestem odpowiedzialny wobec własnego sumienia, które mi mówi o dobru i złu - tłumaczył hierarcha.

Metropolita zauważył, że współczesny świat przedstawia aborcję jako prawo kobiety. Polska jednoznacznie mówi, że jest to zło, a walka o rzekome prawo wyboru dla innych to przyjęcie postawy obojętności. Rewolucja ’68 roku sprawiła, że najistotniejszą wartością jest szukanie przyjemności. Współżycie między kobietą i mężczyzną zostało pozbawione elementu prokreacji, otwierając tym samym drogę homoseksualnemu lobbingowi.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że kolejną konsekwencją tej rewolucji jest wczesna i deprawująca edukacja seksualna najmłodszych. Jasno podkreślił, że pedofilia jest przerażająca. Pytał, jak to możliwe, że Kościół jawi się jako przestępcza instytucja, podczas gdy wokół kwitnie seksturystyka, wykorzystywanie dzieci i nowe deprawujące przepisy dotyczące edukacji seksualnej.

– Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeżeli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. (…) Nie możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi! Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy - powiedział.

Zgromadzeni na konferencji mężczyźni pytali arcybiskupa o kwestię stawiania granic. Metropolita zaznaczył, że jest nią miłość. – Gest miłości i przygarnięcia do siebie sprawia, że lęk w oczach drugiego przestaje być widoczny i zamienia się w błysk radości - wyjaśnił.

Padło też pytanie o jeden z absurdów współczesności, gdy zwykłe, codzienne i czułe gesty mogą być w dzisiejszym świecie zrozumiane opacznie. Arcybiskup zaznaczył, że szczęście dzieci polega na tym, że są chronione przez swoich najbliższych. Odwołał się do słów papieża Franciszka, który mówił o działaniu złego ducha, chcącego unieszczęśliwić człowieka. Zaczerpnięte z totalitaryzmu sformułowanie „zero tolerancji” stoi w opozycji do języka Kościoła, który głosi miłosierdzie - powiedział abp Jędraszewski.

– Wielką siłą jest to, czego uczy nas św. Józef – wierność Bogu, przyjęcie odpowiedzialności za drugiego człowieka, czystość, cześć oddawana Bogu, przepełnione miłością życie. To jest siła chrześcijaństwa. To jest to, czym możemy odpowiedzieć na przemoc wobec Kościoła katolickiego - powiedział.

Dodał, że chrześcijanie byli oskarżani o to, że są wrogami ludzkości. Z drugiej strony, byli podziwiani przez pogański świat za to, że się kochali i dbali o siebie.

Ostatnie pytania dotyczyły sposobu przemiany świata. Metropolita zauważył, że chrześcijanie spotykali się w małych grupach. Kluczem jest odwaga, do której wzywał wiernych Jan Paweł II.

– Wasza odpowiedzialność powinna przejawiać się tam, gdzie jesteście, żyjecie, macie swoje domy i rodziny! (…) Rodzice mają prawo protestować przed wszelkimi formami deprawacji w szkołach. Dzieci mają prawo pozostać dziećmi - zakończył metropolita krakowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tak wyglądała peregrynacja w Rzepinie

2019-03-24 21:58

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa Kaliskiego zanim trafił do Słubic, peregrynował w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzepinie.

za pośrednictwem ks. Michała Dekierta
Jednym z punktów nawiedzenia były dekanalne zbiórki ministrantów.

Chcecie zobaczyć jak wyglądało nawiedzenie tej parafii przez Cudowny Obraz św. Józefa? Zapraszamy!

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Rzepinie
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem