Reklama

Golgota Ameryki Południowej

2018-03-28 10:57

Ks. Michał Kozak
Edycja przemyska 13/2018, str. IV

Archiwum ks. Michała Kozala
Magdalena Trudzik z podopiecznymi

Chyba nikt od tak po prostu, dla sensacji czy z ciekawości nie szuka w świecie golgoty. Jednak nie sposób było nie dostrzec wielkiego cierpienia podczas zaledwie tygodniowego pobytu w stolicy Peru – Limie

Kiedy wyjeżdżaliśmy do Magdy, aby odwiedzić jej placówkę misyjną, nikt z nas nie spodziewał się doświadczenia, w sposób wręcz namacalny, zobojętniałego świata, a równocześnie zobaczenia tam nadziei zmartwychwstania. W marcu ubiegłego roku Magdalena Trudzik i Agata Michalska wyjechały do swojej posługi misyjnej w Domach Serca w Peru i Hondurasie, co w wielu ludzkich sercach zrodziło szczerą chęć pomocy i wsparcia tego wyjazdu. To taka reakcja łańcuchowa, której ogniwem zapalnym jest dobro – ktoś zaczyna i tak oto, bardzo szybko, dobro się powiela. Tak było i tym razem: jedni biegali, inni ofiarowali pieniądze, a kolejni modlitwę.

Dodatkową motywacją był list Magdy o adwentowej jałmużnie z zaproszeniem do potrzebującej pomocy rodziny dzieci ulicy. Nasza trójka wzięła to zaproszenie dość dosłownie i z nadzieją na doświadczenie misyjnego świata i poznanie tej rodziny i jej potrzeb, miesiąc później byliśmy w drodze do Limy, a dokładniej do Domu św. Róży.

Dwa światy

Wątpliwości i lęków było sporo: inny kontynent, klimat, inni ludzie, trudności językowe i kulturowe, zupełnie świeża historia o męczennikach z Peru. Jednak pragnienie dołączenia choć na chwilę do misyjnej pomocy i zobaczenia, jak się to robi na odległym kontynencie, przyćmiła wszelkie niepokoje. Szybko przekonaliśmy się, że Golgota Ameryki Południowej widziana jest wyraźniej tam, na miejscu, w mieszkalnych barakach, zaśmieconych i śmierdzących ulicach, brudnych ubraniach i buziach dzieci, pustych talerzach. Nasze wcześniejsze niepokoje zeszły na dalszy plan. Kiedy zwiedzaliśmy okolice Barrios Altos – dzielnicy, w której posługuje Magdalena – najtrudniejszym do zaakceptowania był fakt, że to wszystko, cała ta golgota ma miejsce w bliskości bogatej Limy, która zdaje się być obojętna. To dwa zupełnie inne światy, które pozostają sobie całkiem obce, mimo istnienia obok siebie. Z jednej strony narkomani, złodzieje, tonące w śmieciach ulice, w których żyją ich mieszkańcy, wychowują się dzieci, a z drugiej, tuż za zakrętem wielkie bogactwo nadmorskich kurortów wypoczynkowych, pełne rozbawionych turystów, eleganckich obywateli. Tak żyje Lima i taką ją poznaliśmy.

Reklama

Promyk nadziei

Ale jest w tym wszystkim promyk nadziei, który był najpiękniejszym znakiem zmartwychwstania – w tym całym ubóstwie materialno-moralnym stolicy Peru, Dom Serca, w którym nadzieje niosą młodzi z Polski, Francji i Szwajcarii. Codziennie wspólnie się modlą i wychodzą do biednych i potrzebujących, odwiedzając ich w domach, szpitalach, na ulicy. W jednym z takich domów mogliśmy im towarzyszyć. To Dom założony przez Matkę Teresę z Kalkuty. Dla nich to cotygodniowy apostolat. Dla nas był to czas przeżycia Ewangelii: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych...”. Dom, niedaleko centrum, zapewnia stałą opiekę osobom niepełnosprawnym – zarówno dzieciom, jak i starszym. Obecnie zamieszkuje tam ok. 120 podopiecznych oraz kilka Sióstr Misjonarek Miłości, wspomagawnych przez kilkudziesięciu peruwiańskich wolontariuszy – wśród nich ci z Domu Serca – zwiastujących zmartwychwstanie. Kiedy wracają do domu, jedzą obiad, a zaraz potem otwierają drzwi swojego domu i zaczynają z dziećmi ulicy modlitwę różańcową, ucząc je tajemnic życia Jezusa. Przez zabawę, śpiew, gry czy prostą serdeczność zapewniają im odrobinę radości i miłości, karmiąc głodne serca. Jak wielka była radość, kiedy mogli zobaczyć żonglującego Arka i zmierzyć się z uciekającymi piłeczkami, zagrać w piłkę z ks. Michałem, puszczać wspólnie bańki mydlane czy poznać nowe gry planszowe przywiezione z Polski. Przecież to nic wielkiego, ale w oczach dzieci było to coś, co naturalnie wywołuje radość i pozwala choć na chwilę zapomnieć o peruwiańskiej golgocie.

Domek Don Bosco

W Peru zobaczyliśmy, że zmartwychwstanie zwiastują nie tylko Domy Serca. Jadąc z Cuzco na północny-wschód Świętą Doliną Inków, dotarliśmy do niewielkiej miejscowości o nazwie Calca. Zarówno wielką radością, ale i największym zmartwieniem jest tam ogromna liczba młodzieży, najczęściej chłopców, którzy przybywają do miasta z okolicznych dolin. Wyprawiani są z domu przez matki, które dają im 50 soli, czyli jakieś 50 zł, i nakazują jechać uczyć się do miasta. Naturalnie pieniędzy nie wystarcza na długo, więc młodzi zaczynają „radzić sobie” inaczej. Najprościej jest kraść, zatem łączą się w grupy nazywane tu piranias. Trzydziestka takich 9-letnich maluchów napada człowieka, zabierając wszystko, co przy sobie posiada, łącznie z ubraniem. To jest prawdziwe misyjne wyzwanie – dzieci i młodzież z rozbitych rodzin, naznaczone alkoholizmem czy narkomanią. I wśród tego Domek Don Bosco dla dzieci ulicy, który od 15 lat wychodzi z pomocą zagubionej młodzieży. Kiedy zaczynał działalność, mieszkało w nim 13 dzieci, a obecnie – 33 w wieku od 8 do 23 lat. Kilka miesięcy temu, na Rok Wolontariatu, przyjechali tu Bartek i Paulina, młode małżeństwo z Polski, dając podopiecznym kolejną szansę i nadzieję na zmartwychwstanie.

Nadzieja zmartwychwstania

Dzisiaj to doświadczenie kilkudniowego pobytu w Limie odczytujemy jako znak zmartwychwstania ludzkiej golgoty. Każdy z nas przeżywa golgotę, ale niezależnie od tego, z czym się zmagamy, zawsze jest nadzieja zmartwychwstania. Nie spektakularna ani krzykliwa, ale ta prosta, która niesie pomoc i współczucie. I pomyśleć, że ktoś może ją dostrzec dzięki mojej postawie i pomocy, obecności, poświęceniu odrobiny czasu, akceptacji i miłości. Zupełnie inaczej widzi się teraz tu, w Polsce, golgotę bliskich.

Siadamy do świątecznego stołu, pełnego wielkanocnych potraw i wyścielonego pięknym obrusem. Po spokojnej nocy, porannej Eucharystii czy spacerze. Tak samo będzie w Limie, w Domu Serca. Tam także młodzi wolontariusze zasiądą przy ubogim stole nakrytym kolorowym materiałem, na którym będzie sporo owoców, może jakiś kurczak, ryż. I zapewne będzie tak w każdym Domu Serca na świecie czy w Domach Don Bosco. Nie będzie przepychu, ale będzie nadzieja zmartwychwstania, bo za chwile pójdą do swoich podopiecznych, potrzebujących przyjaciół z ulicy, aby nie tylko dom, ale i ulica, dzielnica, a może kiedyś całe miasto były pełne blasku zmartwychwstania. Nie zamykajmy więc naszych domów ze Zmartwychwstałym dla siebie. Wtedy nadzieja zmartwychwstania zniknie bardzo szybko. Miejmy odwagę do życia Zmartwychwstałym – niech blask Pustego Grobu promieniuje w nas na innych.

Tagi:
misje misjonarze misjonarz

MIVA Polska od 18 lat pomaga misjonarzom

2018-07-18 12:39

nak / Warszawa (KAI)

Ponad 500 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów – to tylko część pojazdów przekazanych na misje za pośrednictwem stowarzyszenia MIVA Polska. Działa ono od 2000 roku zajmując się zdobywaniem środków na zakup środków transportu dla misjonarzy: samochodów, rowerów ale tez łodzi czy koni.

Archiwum MIVA Polska

Założycielem stowarzyszenia jest ks. Marian Midura, który po powrocie z misji w Afryce, założył w Polsce stowarzyszenie pomagające misjonarzom w wypełnianiu ich posługi.

- Po powrocie z Afryki w 1999 r. zobaczyłem, że w Polsce mamy już coraz lepsze samochody, dużo więcej kierowców , a polscy misjonarze w tym czasie jeździli naprawdę słabymi pojazdami – wspomina ks. Midura. – Widziałem wiele przypadków, kiedy misjonarz był ranny po wypadku czy nawet ginął, tylko dlatego, że samochód był w bardzo złym stanie technicznym - dodaje.

Stowarzyszenie MIVA Polska pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie misyjnych środków transportu przez corocznie organizowaną „Akcję św. Krzysztof”. W parafiach zbierane będą ofiary do puszek na zakup pojazdów dla misjonarzy. Ideą jest przekazanie na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechało się kilometrów - 1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zakupiono 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

W ciągu 18 lat działalności MIVA Polska zakupiła dzięki ofiarności darczyńców m.in.: 529 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów, 14 łodzi, 2 konie, 13 ambulansów.

„Dzięki temu polscy misjonarze mogą bezpiecznie głosić dobrą nowinę w różnych częściach świata” - powiedział KAI Krajowy Duszpasterz Kierowców, Ks. Marian Midura.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bahrajn: rozpoczęto prace przy budowie katedry katolickiej

2018-07-19 20:54

(KAI/vaticannews.va) / Manama

W Bahrajnie rozpoczęły się prace przy budowie katedry poświęconej Matce Bożej, która stanie się sercem wspólnoty katolickiej wikariatu apostolskiego Arabii Północnej, obejmującego Kuwejt, Arabię Saudyjską, Katar i sam Bahrajn.

maxos_dim/pixabay.com

Katedra wznoszona jest 20 km od stolicy kraju - Manamy i będzie nie tylko miejscem kultu. Oprócz świątyni znajdą się tam także kuria biskupia, dom dla gości oraz centrum formacji duszpasterskiej i społecznej. Teren pod budowę obiektu ofiarował król Bahrajnu Hamad bis Isa Al Chalifa. Zakończenie prac przewidziane na 2021 rok.

Powstająca katedra, obliczona na 2 tys. wiernych, stanie się wyraźnym świadectwem obecności chrześcijan na Półwyspie Arabskim, w ogromnej większości muzułmańskim. W fundamentach budowli umieszczono kapsułę, zawierającą opis historii Kościoła katolickiego na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem jego obecności w tym regionie, a także podstawowe informacje na temat powstającej katedry.

Dla tamtejszych katolików, w ogromnej większości migrantów, którzy na co dzień niejednokrotnie doświadczają różnego rodzaju zniewag, dyskryminacji i trudności, nowa świątynia jest powodem do dumy i radości. Oni też finansowo włączają się w jej budowę. Wspólnotę katolicką stanowią tam przede wszystkim chrześcijanie z Iraku i Iranu, a także ze Sri Lanki, Indii, Libanu i Filipin, którzy przybyli do Bahrajnu w poszukiwaniu pracy. Na duże uroczystości do katedry Matki Bożej w Bahrajnie będą przybywać także chrześcijanie z innych krajów, np. z Arabii Saudyjskiej, gdzie wyznawanie innej wiary poza islamem jest całkowicie zabronione.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Polski podróżnik, polska gościnność i polska kuchnia!

2018-07-20 10:14

Agata Iwanek

Andrzej Kofluk, wrocławski przewodnik oraz jego przyjaciel Stanisław Ozdoba wyruszyli 24 czerwca w rajd dookoła Polski, trzymając się szlaków św. Jakuba.

Janusz Wolniak

Pan Andrzej podróżuje obecnie sam, ponieważ pan Stanisław musiał wrócić do Wrocławia ze względu na obowiązki. Dziś 27 dzień wyprawy, a tak brzmiała relacja z dnia wczorajszego: „Jestem w Wieliczce. Byłem u pana starosty powiatu wielickiego, który mnie przyjął razem z panem wicewojewodą i poczęstował pysznymi krówkami. Teraz udaję się w kierunku Łagiewnik do sanktuarium Jana Pawła II” – mówi nasz podróżnik. Na trasie dookoła Polski nie może zabraknąć oczywiście tradycyjnej, polskiej kuchni: „Zrobiłem sobie właśnie przystanek w barze Palce lizać, gdzie zjadłem barszczyk z uszkami i świetne gołąbki w sosie grzybowym”. Pan Andrzej opowiedział także, jaką trasę już odbył, aby uczcić 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości: „Pojechaliśmy ze Stasiem z Wrocławia na północ, łącząc szlaki Jakubowe, ponieważ taka była nasza idea, odwiedziliśmy sanktuarium św. Jakuba w Jakubowie obok Głogowa, a później kierowaliśmy się na wschód. Tak zawitaliśmy nad morze. Teraz już bez Stasia będę ruszał do Krakowa”. W podróży nasze drogi często się krzyżują. Na trasie przewodnik spotkał m.in. ojca Norberta Oczkowskiego, który do tej pory posługiwał u wrocławskich Dominikanów. Na szlaku nie brakuje także polskiej gościnności. Pan Andrzej znajduje nocleg nie tylko u rodziny i przyjaciół, ale także na terenie parafii. Wrocławski pielgrzym prosi o modlitwę w intencji pogody, która, jak sam mówi, do tej pory była bajeczna, jednak od kilku dni przestała dopisywać. Powrót z trasy planowany jest na 25 lipca we wspomnienie św. Jakuba.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem